Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkopolanin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkopolanin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 grudnia 2013

17 XII 1913, czwartek: Skwierzyn, Skwierzyna – wszystko Schwerin i się pali, zdrowe papierosy, czym było rajfurstwo, co było złego w zupie z żyta i wódeczce, nowy drednot atakuje i inne różności


źródło: Wikimedia Commons
„Postęp” donosi o pożarze zamku w Skwierzynie. Dziś właściwie mamy jedno miasto o tej nazwie. Jest położone nad Wartą, w województwie lubuskim. Mieszkańców jakieś 10 tysięcy, zamków zero, szczególnie takich z kategorii „najwspanialszych w Niemczech”. Bynajmniej nie dlatego, że spłonęły. Skwierzyna to po niemiecku Schwerin. Przy czym jest to także nazwa stolicy Meklemburgii-Pomorza Przedniego, a tam zamek już niczego sobie. Dziś Schwerin to po prostu Schwerin, a Skwierzyna to Skwierzyna, choć ten Schwerin zdarza się tłumaczyć jako Skwierzyn (bez „a” na końcu).
* * *
Artykuł „Obawa przed chorobą” jest w istocie reklamą, ale my właściwie nie o tym. Raczej o tym, że chodzi o papierosy, które od paru lat są na cenzurowanym. Tymczasem tutaj dowiemy się, że „niewinne napozór papierosy nie mogą wpłynąć ujemnie na zdrowie osobnika”. Oczywiście chodzi tu o to, że tanie podróby mogą być szkodliwe. Co innego takie dajmy na to „Doktorskie” z fabryki Dubek M. Droste. Z czasem palacza nabywa „moralne przekonanie, iż żadną miarą nie odddziaływają one szkodliwie na stan jego zdrowia”. Hm.



źródło: Wikimedia Commons
Z „Wielkopolanina” zaczerpnęliśmy przegląd wieści ze świata bliższego (Rawicz) i dalszego (Frankfurt nad Menem). W pierwszym znów samobójstwo. Gdyby sądzić po doniesieniach gazet sprzed stu lat, to cud, że do dziś ktoś jeszcze dożył. W tym ostatnim mieście aresztowano „zbrodniczego lekarza”. Nas uwiodło słówko, nieco zapomniane, użyte do opisania procederu, którym się parał ów doktor. Otóż było to rajfurstwo, czyli, jakbyśmy powiedzieli sto lat później: stręczycielstwo, czerpanie korzyści z nierządu.
* * *
Mamy też wykładnię historii „po prusku”, która wzburzyła redakcję „Wielkopolanina”. Nam się najbardziej spodobało to, że „Ludzie żywili się zupą z żyta (!) i pili chętnie wódkę”. Czyli tak źle chyba nie było? 
* * *
Jeszcze wzmianka o największym krążowniku floty brytyjskiej, zwodowanym w 1913 roku. Tiger należał do generacji drednotów – nowoczesnych, szybkich i silnie uzbrojonych okrętów, które pojawiły się w 1906 roku. HMS Tiger służył do 1931 roku, a po drodze został kilka razy modernizowany. Na przykład w 1917 roku dorobił się platformy do startu samolotów z jego pokładu.



Kończymy przeglądem „Dziennika Poznańskiego”. Gdybyście szukali lornetki teatralnej (swoją drogą nieco zapomniany, a przecież przydatny gadżet), to mamy dla Was kilka porad jak taki sprzęt kupować. W 1913 roku modne były lornetki wykończone perłową macicą, raczej lekkiej, z niezbyt długą rączką.
* * *
Poza tym reklamy. Ruszała sprzedaż bożonarodzeniowego piwa bock, tudzież koźlaka. Natomiast pan Hipolit hurtowo oferuje wina. Wzmiankujemy o tym, bo spodobała nam się secesyjna oprawa jego anonsu.

sobota, 14 grudnia 2013

14 XII 1913, niedziela: głównie dowcipasy, ale też o różnicach między pismem szczerze narodowem, a „Cosmo”


Niedziela to świąteczne wydania gazet. „Postęp” wtedy wychodzi z dodatkiem „Biesiada”, do którego chętnie sięgamy, ze względu na przednie dowcipy. Szerszy komentarz raczej zbędny.



„Wielkopolanin”  tym razem na pierwszej stronie reklamuje sam siebie. Poza klasycznymi chwytami, jak choćby kalendarz dla prenumeratorów – coś jak „Cosmo”. Natomiast w przeciwieństwo do „Cosmo” jest pismem „szczerze narodowem, wiernie katolickiem, i prawdziwie ludowem”. Ponadto „otwarcie i ostro gromi wszystkich wrogów polskości”. Prenumerowalibyście? Może z margaryną?

piątek, 13 grudnia 2013

13 XII 1913, sobota: śmiertelne zagrożenie w metrze, czy głupotę należy karać i czy istnieje patriotyzm lokalny?


13 grudnia (informacja dla przesądnych: w 1913 roku nie był to piątek) „Wielkopolanin” donosił o zakazie noszenia piór na kapeluszach w dużych miastach amerykańskich. Powodem jest zagrożenie, jakie niewątpliwie stanowią w metrze.
* * *
Grzywną ukarano orleańskiego biskupa. Za to, że obraził rodziców, twierdząc, że szkoła koedukacyjna to – wiadomo – „sodomia i gomoria”. Nie popieramy tego wyroku. Po pierwsze dlatego, że głupoty nie można karać. Głupota jest karą (choć bez waloru dydaktycznego – karany rzadko jest świadomy bycia karanym). Po drugie zaś, przez sto lat nic się nie zmieniło poza tym, że biskupi bardziej medialni i gadają więcej... A sądy już zapchane...



„Kurjer” w tonie raczej oburzonym pisze o niemieckiej pralni, która swe usługi realizuje poza Poznaniem, w samym mieście jedynie przyjmując zlecenia. Tymczasem, jak wiadomo, „[...] klijentela poznańska, zwłaszcza polska, najchętniej załatwia swe interesy na miejscu”. Z tego redakcja wywodzi myśl, że owa firma nieuczciwie sobie pogrywa na patriotyzmie lokalnym, sprawiając wrażenie, że jest na wskroś poznańską.
Nas zainteresowała na wskroś trzeźwa odpowiedź, chyba jeszcze bardziej aktualna sto lat później, czyli dziś, w dobie globalizacji:
„O patryjotyźmie lokalnym klijentów nie może być mowy. Publiczność załatwia swe interesy najchętniej tam, gdzie ją obsłuży się najlepiej i najtaniej.”
* * *
Skoro dziś już idziemy tak ostro, to kończymy reklamą scyzoryka. Wsam raz pod choinkę.

wtorek, 10 grudnia 2013

10 XII 1913, środa: oszuści, wizualizacja znanego przysłowia z dramatycznym finałem, rusza sprzedaż choinek i każdy pretekst jest dobry, by zakończyć piosenką


Po świątecznej przerwie (jeśli ktoś przegapił, to taką mieliśmy w 1913 roku – dziś nazwalibyśmy ją długim weekendem) wracamy do regularnej lektury codziennej prasy. W „Kurjerze” o dramatycznym zatrzymaniu oszusta, który próbował naciągać właścicieli kawiarni na kamienie. W końcu zatrzymano go na Rycerskiej, czyli na Ratajczaka, choć spryciarz próbował zwieść pościg wołając „Trzymajcie go!” i tym samym oddalić podejrzenia od siebie.
* * *
W Szamotułach rozegrała się scenka, będąca poniekąd ilustracją przysłowia „baba z wozu, koniom lżej”. Niestety „baba” spadając z wozu złamała nogę, co gorsza grozi jej amputacja tejże nogi. Przysłowia mądrością narodów (to kolejne przysłowie), ale żeby aż takim kosztem?



„Wielkopolanin” donosi o rozpoczęciu sprzedaży choinek na placach miejskich: Wilhelmowskim (dziś Wolności) oraz nieistniejącym Liwoniusza, który był tam, gdzie właśnie zamknięty stary dworzec PKS.
* * *
Poza tym te same od stu lat utyskiwania kupców na słabe obroty. Liczą, że do świąt jeszcze się rozkręci. Skoro o handlu mowa, to w dziale ogłoszeń reklama różańców za jedną markę – do wyczerpania zapasów. Tudzież, dla bardziej kosmopolitycznych, wybór baśni z „Księgi tysiąca i jednej nocy”.
* * *
A w Paryżu apasze zaczęli klientelę restauracji molestować. Nie będziemy tego komentować, za to skorzystamy z pretekstu by zakończyć piosenką.


sobota, 7 grudnia 2013

7 XII 1913, niedziela: żarcik emerytalny, penerstwo ze Śródki w Alzacji, odczyt biegunowy, przedświąteczna gorączka studzona pierwszym śniegiem, bolesna lekcja XX wieku


Dzisiejszy przegląd prasy będzie wcale obszerny, a to z dwóch powodów: 1. mamy niedzielę, czyli świąteczne, obszerniejsze wydania dzienników; 2. gazety zaanonsowały święto niepokalanego poczęcia Najświętszej Marii Panny, a tym samym dodatkowy dzień bez wieści sprzed stu lat. By to wynagrodzić, jeszcze skrupulatniej przejrzeliśmy prasę sprzed stu lat. Oto czego się dowiedzieliśmy.
„Dziennik Poznański”, poza zaanonsowanym już powyżej świętem pisze o obniżeniu wieku emerytalnego. Dziś brzmiałoby to jak żart. Sto lat temu też był mało prawdopodobne. W istocie sprawa okazała się raczej plotką.
* * *
Poza tym jest o stacjonującym w Alzacji 99 Pułku, o którym rozpisywała się prasa w listopadzie i grudniu 1913 roku. Przyczyną były zamieszki, jakie wywołali żołnierze tego pułku. Wcześniej stacjonował on właśnie w Poznaniu, w forcie Prytwicza (jakie ładne spolszczenie). Tu też pozostawili po sobie wspomnienie zadymy, jaką wywołali na Śródce. Normalnie penerstwo.
* * *
Trafiliśmy też na anons wystąpienia Roalda Amunsena – pierwszego zdobywcy bieguna południowego. Równo sto lat temu w Poznaniu. Ze slajdami. Podróżnik zginie za 15 lat, czyli w 1928 roku, podczas wyprawy ratunkowej w Arktyce. Ciała nigdy nie odnaleziono.
* * *
Równo sto lat temu, dokładnie tak jak dziś, w Poznaniu, spadł pierwszy śnieg.



Przedświąteczna gorączka zakupowa trwa! W „Kurjerze” całostronicowa reklama domu handlowego Leitgebera. Poza tym, porady co też dzieciom kupić na święta. Redakcja poleca Mickiewicza, Konopnicką, Sienkiewicza... „niech z Bełzą modlą się i polskość swą stwierdzają”. Biedne dzieci.
* * *
O spadku liczby mieszkańców w Janówcu i innych miasteczkach może jeszcze kiedyś napiszemy. Wspomnimy za to o bezbłędnej metodzie zepsucia wesela, którą jest dokonanie żywota. Tak się stało w Toruniu.
* * *
W dziale reklam i ogłoszeń oferta obrazu olejnego przedstawiającego Kościuszki. Nie mamy reprodukcji, ale na pewno piękny. Jedynie 400 marek. Można też kupić samochód. Niestety nie za bardzo potrafimy ustalić jaka marka, a telefon już nie odpowiada (może ktoś rozszyfruje?). Wiemy tylko, że landaulet oznacza typ nadwozia, częściowo zadaszonego, a częściowo przykrytego brezentem lub otwartego - mniej więcej coś takiego.



Z „Wielkopolanina” wyciągnęliśmy cennik zabawek. Można zobaczyć co sto lat temu można było kupić berbeciom poza zachwalanymi wcześniej w „Kurjerze” wieszczami i inną nudą ze smrodkiem dydaktyczno-patriotycznym.
* * *
Jest też o kolejnych utrudnieniach w wyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Trzeba umieć czytać i pisać w dowolnym języku. USA są w awangardzie utrudnień migracyjnych do dziś. Nie wystarczy umieć pisać i czytać.



W 1913 roku nowa synagoga w Poznaniu miała ledwie pięć lat.
Za kolejne 28 lat zostanie przez nazistów zamieniona w pływalnię.
Ze świątecznego wydania „Postępu” wyciągamy dodatek „Biesiada”. Dodamy uprzedzająco, że jest to dodatek satyryczny. Już parę razy krzywiliśmy się z powodu jawnego antysemityzmu „Postępu”. Zresztą takie wątki trafiały się we wszystkich polskich (poznańskich) gazetach sprzed stu lat. Tym razem jednak naprawdę nas ciarki przeszły, gdy przeczytaliśmy fraszkę o planach budowy krematorium w Poznaniu (było już o tym tutaj). Jeszcze z wątkiem budowy pływalni (szwymhali), na którą za niecałe 30 lat zostanie zamieniona synagoga. Zaiste prorocze w najgorszym tego słowa znaczeniu.
* * *
Jeszcze z działu ogłoszeń o kawalerze, przystojnym rzemieślniku, który chciałby się wżenić w jakiś pewny interes. Zanim się oburzymy, warto zastanowić się, czy dziś jest to aż tak egzotyczny pomysł? Oczywiście nie dzieje się to aż tak jawnie i trudno napotkać takie anonse. Ale... 
„Dyskrecya rzecz honorowa”.

środa, 4 grudnia 2013

4 XII 1913, czwartek: rąbanie pałaszem, park do wzięcia, cesarskie tango, czy kupować w niemieckich sklepach, Rosja ekologiczna i trochę archeologii


Dzisiejsza lektura „Wielkopolanina” wskazuje, że lekcja przykuwania uwagi mocnymi nagłówkami została odrobiona wzorowo. Gazeta wita nas „Fostnerem rąbiącym pałaszem” i „Nienasyconymi”. 
* * *

Poza tym, jest o Parku Wiktorji. Poznańska prasa żyje tym tematem od kilku dni. Otóż park został sprzedany i nikt nie wie o co chodzi? Polakom, Niemcom? Co tam będzie? Do tego wątku jeszcze dziś wrócimy...
* * *
Dowiemy się także dlaczego cesarz niemiecki zabronił tańczyć tango. Oczywiście na złość swemu dziecku. I swojej synowej.
* * *
Na koniec świńska wiadomość z frontu germanizacji. Gospodarz Prądzyński musiał swą kuchnię urządzić w chlewie, a i tak mu ją Prusacy zepsuli...




W „Dzienniku Poznańskim” tekścik o Niemcach-hakatystach wobec nadchodzącej gwiazdki. Otóż wystosowali oni apel, by świąteczne zakupy robić tylko w niemieckich sklepach. Prowokacyjnie dodamy, że coś w tym chyba jest...
* * *
Tu także wątek ekologiczny. Sto lat temu w awangardzie działań związanych z ochroną środowiska, a konkretnie powietrza była Rosja. Co więcej, projekt przepisów poddano konsultacjom. Choć został skrytykowany, to zaskakuje nas nowoczesność prawodawstwa i sposobu jego stanowienia.



„Kurjer Poznański” recenzuje „książkę niezwykle ciekawą i pierwszorzędnego znaczenia” - „Wielkopolska w czasach przedhistorycznych” Józefa Kostrzewskiego. Ten klasyk polskiej archeologii za 20 lat dowie się od Walentego Szwajcera, nauczyciela w biskupińskiej szkole o dziwnych palach wystających z wód jeziora i innych znaleziskach...
* * *
Gdzie był Park Wiktorji?
Wracamy do tematu Parku Wiktorji. Jeśli nie kojarzycie tego parku, to chodzi tak z grubsza o Łęgi Dębińskie. A jeśli nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o kasę. Istotnie, w dziale ogłoszeń znaleźliśmy ofertę wydzierżawienia parku, wraz z restauracją i ziemią uprawną. Zainteresowani mogą szukać informacji w Poznaniu, przy ul. Łazarskiej, tudzież Posen, Lazarusstraße. W biznesie język raczej nie ma aż takiego znaczenia. Chyba na szczęście sto lat później ciągle jest to obszar zieleni, dokładniej południowy klin zieleni, który trochę później "wymyślą" Wodziczko z Czarneckim.
* * *
Na dodatek mała wzmianka z Hawany, gdzie dziesięciu murzynów zamordowało białą dziewczynę w celach rytualnych. Zastanawiamy się czy to istotne, że oprawcy byli czarnoskórzy, a ofiara biała? Co by się zmieniło, gdyby dziesięć białych kobiet zarżnęło jednego murzyna?

wtorek, 3 grudnia 2013

3 XII 1913, środa: transakcje wiązane, przedświąteczna nerwowość, ekspresjonistyczne eksplozje i o tym, czy obszarpaniec może być autorem sztuki


Zacznijmy nieco mrocznie. Czy w Poznaniu powinno zostać zbudowane krematorium? To pytanie zadaje „Kurjer Poznański”. Powstało nawet towarzystwo, którego zadaniem jest „propaganda za paleniem ciała”. „Kurjer” zaznacza, że do owego – jak dane jest nam odczuć – szemranego towarzystwa należą wyłącznie niemcy i żydzi. Obie grupy małą literą.
* * *
„Wielkopolanin” opisuje nietypową dość sprawę, która to zaistniała w Biłgoraju. Na tamtejszy targ udał się pewien gospodarz celem sprzedaży świni. Jednak podczas zawziętych negocjacji w szynku doszło do transakcji wiązanej. Oprócz rzeczonej świni gospodarz sprzedał także żonę. Porozmawiajmy o tradycyjnym modelu rodziny...



„Dziennik Poznański” serwuje zestaw typowych przedświątecznych problemów dużego miasta. Poczta nie wyrabia się z dostarczaniem przesyłek świątecznych, a tramwaje stanęły w szczycie. „Należałoby temu zapobiedz” (pisownia oryginalna) – celnie konkluduje gazeta.
* * *
Poznańska gazownia w 1913 roku [źródło]
Bardziej dramatycznie brzmi doniesienie o eksplozji w poznańskiej gazowni. Niestety zginął jeden z robotników, a przyczyną najprawdopodobniej było nieprzestrzeganie przepisów BHP, jakbyśmy to dziś ujęli. Temu również „należałoby zapobiedz”. Szczególnie, że już wcześniej, w 1907 roku, dochodziło tam groźnych wybuchów. A ten największy nastąpi w 1926 roku, kiedy to pokrywa zbiornika, coś jak wielka przykrywka garnka, spadnie na jeden z pobliskich domów.
Przy okazji, wiecie, że pierwszym projektantem zakładu było Brytyjczyk John Moore? Prace rozpoczęto w 1853 roku, ale cały obiekt był wielokrotnie przebudowywany i modernizowany. Jeden z ciekawszych budynków tego kompleksu powstał na początku XX wieku. Jest to kotłownia – obecnie bodaj jedyny zachowany przykład architektury ekspresjonistycznej w Poznaniu. Ze względu na wielkość i rozmach jest ona nazywana katedrą.
Tymczasem w 1913 roku Zakłady Siły, Światła i Wody przechodziły kryzys ze względu na rozpowszechnienie się elektryczności, a prezentowały się tak, jak na załączonej fotografii.
* * *
Powyżej było coś o architekturze ekspresjonistycznej, a na koniec będzie o przygodzie Leonida Andriejewa, jednego z prekursorów tego właśnie stylu w literaturze. W petersburskim teatrze wystawiano jego najnowszą sztukę „Nie zabijaj”. Andriejew, bądź co bądź będąc autorem sztuki, był żywo zainteresowany jej przedstawieniem. Niestety urzędnik teatralny nie poznał się na pisarzu i nie wpuścił go, oświadczając, iż „taki obszarpaniec nie może być autorem sztuki”, po czym wyrzucił go za drzwi. Jakież to urzędnicze!

niedziela, 24 listopada 2013

23 XI 1913, niedziela: idą święta, rozboje i luksusowe więzienia oraz dziewczątko do wzięcia


Niedzielny przegląd prasy dość skromny, niemniej kilka wieści oczywiście się znajdzie. Nasz ulubieniec Wilhelm II (dla przyjaciół Willi) podupadł na zdrowiu. Musiał zrezygnować z polowania. Dowiemy się o tym z „Dziennika Poznańskiego”. Ta sama gazeta przypomni nam o zbliżających się świętach. Pojawiły się bowiem reklamy upominków. Między innymi reprodukcja obrazu „Chopin grający na fortepianie w salonie księcia Radziwiłła” Henryka Siemiradzkiego” (do kupienia także i dziś - w wersjach od 50x60 do 120x180 cm) oraz wybór cytatów z dzieł wszystkich Sienkiewicza. Czytalibyśmy...



„Postęp” zaprasza na wycieczkę do fabryki Goplany i wspomina o bandyctwie na Winiarach. W przypadku schwytania najlepiej ubiegać się o osadzenie w angielskim więzieniu. Tamże można wysłuchać wykładu o ważniejszych planetach i o stanie gwiazd.
Ponieważ mamy niedzielę, to i gazety wychodzą z dodatkiem. „Postęp” raczy nas w nim niepowtarzalnym humorem.



Kończymy mocnym akcentem z „Wielkopolanina”. W dziale ogłoszeń wyjątkowa okazja...

czwartek, 21 listopada 2013

21 XI 1913, piątek: czeska agresja, motyle w listopadzie, lwie porykiwania i skubanie szlachty


Po wczorajszej przerwie (nasze ulubione gazety sprzed stu lat nic nie piszą o przyczynach, więc zgadujemy, że było to jakieś niemieckie święto) wracamy do przeglądu prasy. Czesi bezprzykładnie napadli na Wiedeń, nazywając go miastem zniedołężniałem. Ta czeska agresja...
Poza tym, „Dziennik” w tonie dramatycznym donosi o wzroście liczby rozwodów. Przy czym „najwygodniejszy z motywów do rozwodów, 'wstręt wzajemny utracił już na swej pierwotnej mocy”. Tendencja wzrasta do dziś. Prasa docieka przyczyn. My znamy przyczynę: podstawowym powodem rozwodów są śluby.
Na koniec anegdotka z poznańskich ulic: złodziej powstrzymał ścigającego go policjanta, rzucając mu pod nogi swój płaszcz. Z dokumentami. I jeszcze zagadka (do rozwiązania we własnym zakresie): jaką grę nazywano kiedyś pięstówką?



„Kurjer Poznański” zainspirował nas dziś do ponadczasowym utyskiwań nad mediami i sztuką. Te pierwsze oczywiście się „tabloizują”. Zajmują bzdurami, bo kiedyś to było inaczej! Sprawy były poważniejsze, a redaktor to był ktoś. I pisano na przykład o motylkach w listopadzie.
A sztuka? W Berlinie wystawiono spektakl, polegający na tym, że śpiewaczka Emma Destimowa wystąpiła w klatce z lwami. Publiczność była nieliczna, ale doborowa. Składała się bowiem ze „znakomitych artystów i gwiazd teatralnych”, jak na wernisażach w domach kultury.
Za każdym razem, gdy śpiewaczka choć trochę podniosła głos, lew leżący na fortepianie zaczynał groźnie mruczeć. Dlatego też występ w istocie był z playbacku. Głos dobywał się z ustawionego obok klatki gramofonu. A to wszystko równo sto lat temu, w roku 1913.



„Wielkopolanin” przynosi wieści z dalekiej Ameryki, ze stanu Oregon. 50 zamożnych kolonistów szukało żon. Właściwie domagało się dostarczenia im połowic: zdrowych, wesołych, rumianych i skromnych. „Czegoż to ludzie nie żądają od władzy?” pyta retorycznie redakcja. Jak żyć, chciałoby się dodać. Tymczasem rząd amerykański postanowił wspomóc swych kolonizatorów, rozwieszając ogłoszenie w całym kraju. Niestety ze skutkiem mizernym. Jedynie trzy panny – ufamy, że zdrowe, wesołe, rumiane i skromne – były łaskawe dać się dostarczyć do Oregonu. „Łatwo obliczyć, iż jeszcze 47 [kolonistów] wzdycha do stanu małżeńskiego, chyba, że ich do tego zniechęcił widok trzech swych 'szczęśliwych' towarzyszy”, kwaśno konkluduje „Wielkopolanin”.

* * *

Na koniec coś z „Postępu”. Dziennik ten epatuje czymś, co nas wyjątkowo osłabia, czyli antysemityzmem. Przeczytamy o procesie w Piotrkowie, w którym oskarżono grupę malwersantów, jak to podkreślono Żydów. Ku ubolewaniu redakcji prasa międzynarodowa nie nadała odpowiedniego rozgłosu tej aferze piotrkowskiej. Jest to problem ponadczasowy, a jednocześnie na wskroś polski – świat nie żyje naszymi problemami. Co oczywiście dziwnym jest.
Artykuł kończy się zdaniem: „W procesie różne ciekawe oszustwa żydowskie wychodzą na jaw, a szczególnie, jak to żydkowie skubali naszą szlachtę.” Nie żebyśmy popierali oszustów, ale na takie dictum możemy zadeklarować, że całym sercem jesteśmy z „żydkami”.

wtorek, 19 listopada 2013

19 XI 1913, środa, Wielkopolanin: lwy na ulicach, opony i margaryna


Są takie dni, gdy niewiele ciekawego się dzieje. Przecież nie poruszy nas lew, który zbiegł z cyrku gdzieś w Paryżu. Szczególnie, że nie okazywał żadnych zamiarów zaczepnych.

* * *

W 1913 roku przemysł motoryzacyjny stał przed dylematem: iść w opony czy w pełne koła? Pierwsze pękają, za to drugie są twarde. Za problem zabrał się Polak, pan P. T. Smulski. Uznał, że można amortyzację przenieść na oś. Sprytne. Tylko kto ma pełne koła w samochodach?

* * *

Na koniec coś z cyklu nierozwikłanych dylematów dietetycznych: masło czy margaryna?

sobota, 16 listopada 2013

16 XI 1913, niedziela, Wielkopolanin: młodzież w proszku i zupy też


„Wielkopolanin” podaje temat ponadczasowy, czyli młodzież – oczywiście ta dzisiejsza. W 1913 roku autor gorzko konkludował swój artykuł jej poświęcony:
Ojczyzna, dla młodzieży akademickiej, to przedewszystkiem żłób, żłób opancerzony, w którym żreć można syto i bezpiecznie. Napróżno u ramion młodzieży szukalibyśmy skrzydeł – młodości. Jej młodość została skonfiskowana.
Jest to młodzież pozbawiona młodości.
Sto lat później dokonaliśmy szeregu przełomowych odkryć, takich jak pokolenie X i Y, lemingi, słoiki i zmywaki w Londynie. I gdzie tu skrzydła zapuszczać?

Na rozwinięcie skrzydeł kulinarnych miejsca nie pozostawia reklama Knorra, za to oferując menu w proszku na cały tydzień. Co wy na to? Wierzycie, że babcie gotowały swoje zupki na tych dziewiczo zielonych listkach warzywkach i rumianych pomidorkach z ogródka? Oj, już od dawna znały kostki, instanty i liofilizaty. Smacznego.

piątek, 15 listopada 2013

Wielkopolanin i Postęp, piątek, 14 XI 1913

"Wielkopolanin" wyjaśnia tajemnicze "czterdzieści i cztery" z mickiewiczowskich "Dziadów". Na podstawie właśnie ujawnionej notatki można stwierdzić, że "podobno położył liczbę 44, nie wiedząc dlaczego tę liczbę, a nie inną, położył; położył ją, bo mu sama nastręczyła się w chwili natchnienia". AHA! Bo co innego możemy powiedzieć na takie wyjaśnienie?
Za to w "Postępie" notatka pod tytułem "Z mętów Warszawy", która zaczyna się zdaniem: "Warszawa należy do miast, gdzie dzieją się rzeczy, o których 'filozofom się nie śniło'". Czy jakiekolwiek poznaniaka trzeba do tego stwierdzenia przekonywać? 

środa, 13 listopada 2013

Wielkopolanin, czwartek, 13 XI 1913

Zaczynamy od lektury "Wielkopolanina", a w nim wielka reklama płaszczy. Nasz ulubiony model to "Niech żyje Poznań". A Wasz?
Poza tym o zbiegach, którzy próbowali uniknąć kwarantanny w szopie i o hutniku Mikosie, który nosił... suknie. I brodę... To na deser taki oto skecz, zresztą w kwestii mody nawiązujący znakomicie do epoki sprzed stu laty.


Wielkopolanin, środa, 12 XI 1913

W "Wielkopolaninie" poczytamy o wyrafinowanym figlu gazetowym uczynionym paniom spod Kowna o pulchnych wdziękach. Także o rozbiciu szajki handlarzy żywy towarem, która działała także w Ameryce. Ta globalizacja...

wtorek, 12 listopada 2013

Wielkopolanin, wtorek, 11 XI 1913

"Wielkopolanin" przynosi sporo elektryzujących wieści ze świata. Najpierw o ekspedycji Brytyjczyka Scotta na biegun północny. Jakże rozczarowany był niedoszły odkrywca bieguna Scott, gdy na miejscu zastał flagę norweską... Poza tym coś o żonie oficera, która zastrzeliła sługę swego męża, przystawiającego się do niej. Podobną rzeczy na swym nauczycielu (tzn. zastrzelić, nie przystawić się) pragnął uczynić bezskutecznie student z Moguncji. Ta dzisiejsza młodzież. Jeśli zapomnieliście, że Niemcy w 1913 należały do państw kolonialnych, to przypomni Wam o tym notatka z Afryki. Nasz niepokój i bez tego rośnie. Nic o rogalach, nic o świętowaniu... Co Wy na to?!

niedziela, 10 listopada 2013

Wielkopolanin, niedziela, 9 XI 1913

Z "Wielkopolanina" dowiemy się ilu Polaków mieszka w Prusach. W tym dzienniku reklamuje się także pewna słynna fabryka.

sobota, 9 listopada 2013

Wielkopolanin, sobota, 8 XI 1913

"Wielkopolanin" donosi o pruskim blamażu, polegającym na zakazaniu norweskiemu podróżnikowi wygłoszenia odczytu po... norwesku. Niestety wszystkie poznańskie dzienniki, w tym "Wielkopolanin", donosiły także o napięciu na Bałkanach. Oby to się jakąś wojną nie skończyło! Poza tym, wyszła nowa mapa. Jesteśmy jej bardzo ciekawi. Na koniec stawiamy Was przed nie lada wyborem: młode jamniki, czy młode piwo?

czwartek, 7 listopada 2013

Wielkopolanin, czwartek, 6 XI 1913


Wieczorem przeglądamy "Wielkopolanina". Ślepy ryby, domowy rosołek? Nic z tych rzeczy! Dziś gotuje się zupę paryską z Knorrem. No i historia ku przestrodze - nie zakładajcie się!

środa, 6 listopada 2013

Wielkopolanin, środa, 5 XI 1913


Popołudniową porą zerkamy do kolejnego tytułu - "Wielkopolanina", który na pierwszej stronie zwraca dziś uwagę na perfidię Hakaty. My już znamy tę perfidię z porannej lektury "Dziennika Poznańskiego". Z przykrością dowiedzieliśmy się również, że ubywa nam braci Słowaków. Jak nie wiadomo dlaczego, to można się domyślać, że winni temu mogą być tylko Węgrzy. Z natury niepłodni, za to perfidnie niczym Hakata, madziaryzujący nam Słowaków.
Jeszcze kawałek naszej ulubionej powieści, zaczynającej się opisem hipsterskiego, tudzież marynarskiego życia...

Poznań 100 lat temu na Facebooku

Poznań 100 lat temu działa i ma się dobrze. Zapraszamy na Facebooka:  www.facebook.com/poznan100lat