Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczaje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 marca 2014

3 III 1914, wtorek: wody powierzchniowe i aeroplany oraz gender i archeologia


Jak wyglądał początek marca sto lat temu? Nieco światła na to rzuca lektura „Dziennika Poznańskiego”. Wybraliśmy dosłownie trzy drobiazgi. Pierwszy ze świata techniki. Francuski lotnik planuje rzecz przełomową, mianowicie chciałby przelecieć nad Atlantykiem do Ameryki. Jak dowodzi przykład „Dreamlinerów” także i dziś nie bywa to takie proste, jakby się zdawało.
Przestrogę może być niefortunna przygoda niemieckich asów przestworzy, którzy lecąc z Berlina wpadli do Warty w Landsbergu, czyli Gorzowie. Tu pomocna okazała się znacznie prosta technologia, czyli drągi i lina, za których to pomocą rybacy wydobyli lotników z wody.

* * *

Portret małżeństwa archeologów
Jane i Marcel-Augusta Dieulafoy około 1901 roku
[źródło: Wikimedia Commons]
Małżeństwo francuskich archeologów Marcel-Auguste i Jane Dieulafoy zasłynęło pod koniec XIX wieku z wykopalisk w Iranie. Natomiast w 1914 roku pan Marcel-Auguste złożył swe uszanowania i ukłony szachowi, władcy tego kraju. Wkrótce potem tego samego zapragnęła Jane. Szach Iranu zgodził się, licząc na widok paryskiej elegantki. Wizyta skończyła się dość nieprzyjemnym zdarzeniem. Pani Dieulafoy została oddalona sprzed oblicza szacha. Przyczyną była ignorancja szacha w zakresie teorii płci kulturowej, czyli tzw. gender. 
Jane Dieulafoy, by swobodnie funkcjonować w Iranie, przyjęła męskie emploi i tak jej już zostało. Trzeba przyznać, że była w tym przekonująca. Co by się stało, gdyby na jej osobie zatrzymało się oko księdza Oko?

poniedziałek, 10 lutego 2014

10 II 1914, wtorek: hipsterskie trendy i gruntowna edukacja

Slow-food, lokalne produkty, turystyka kulinarna, restaurant day i inne atrakcje. Nie tylko dziś, ale także sto lat temu, gdy można było wybrać się na bezpłatny kurs przyrządzania ryb morskich.
* * *
Jednak najważniejsza jest gruntowna edukacja. Panny mogą ją zdobyć w Pensjonacie Urszulanek. W programie między innymi muzyka i śpiew, malarstwo i robótki ręczne. Też modnie.

środa, 1 stycznia 2014

1 I 1914, czwartek: atak zimy, atak dzieci, coś się kończy, a coś zaczyna (ale w Argentynie)


Otóż i nowy rok 1914. Z „Dziennika” dowiadujemy, że wraz z nim przyszła zima – taka ze śniegiem i mrozem. Sto lat później za oknem umiarkowanie wiosennie, można by rzecz.
* * *
Nie zgadniecie jaki problem trapił narody sto lat temu. Ten sam, co i dziś, czyli brak dzieci! Aż cud, że nie wymarliśmy. Autorzy artykułu „Moda na dzieci” poddają wnikliwej ocenie przypadek Anglii, gdzie „w każdym domu jest 'Komórka' dla młodzieży, jak u pszczół, mianowicie”. Natomiast „Francuzi już od 17 wieku zaczęli uważać dzieci za coś nieprzyzwoitego”.  Vive la France!
* * *
Tymczasem z dalekiego Buenos Aires donoszą o pojawieniu się nowej polskiej gazety. Natomiast my żegnamy „Wielkopolanina”. Niestety nie będziemy mięli dostępu do tego tytułu przez cały rok 1914.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

23 XII 1913, wtorek: skandal z wyższych sfer, Polacy kupujący u obcych, kilka rad dla konsumentów i protest w kolorze cabernet sauvignon


źródło: Wikimedia Commons
Nie ma to jak dobry skandal z wyższych sfer! Ostatnio ledwie napomknęliśmy o morderstwie dokonanym przez hrabiego Mielżyńskiego, bagatelizując ten nius. Tymczasem 24 grudnia 1913 roku wszystkie gazety poświęciły temu wydarzeniu obszerny artykuł (no, jedynie „Wielkopolanin” ograniczył się do lapidarnej wzmianki). My cytujemy ten z „Postępu”. Otóż pan hrabia przyłapał swoją małżonkę, z którą zresztą układało mu się różnie, z domniemanym lub faktycznym kochankiem. Pan hrabia był łaskaw oddać dwa celne strzały ze swej fuzji... Wydarzyło się to we dworze w Dakowach Mokrych (gmina Opalenica). Zresztą w 1913 roku kończyła się jego przebudowa pod kierownictwem Rogera Sławskiego. Dziś możecie tam zorganizować wesele albo komunię, a nawet romantyczny wieczór w jednym z apartamentów. Kto wie? Możecie traficie na ten, w którym popełniono zbrodnię sto lat temu?



Z „Dziennika” wybraliśmy nieco bardziej świąteczne klimaty, choć z nutą malkontenctwa. Najpierw relacja ze złotej niedzieli. Niby na ulicach ruch, ale „dużo Polaków wchodziło do składów obcych”. Po stu latach Polacy zachodzą do nich nadal, by wspomnieć o tłumach w Carrefourach, Tesco, Biedronkach...
* * *
„Nie wymagajmy od panien sklepowych zalet nadludzkich, nie wyczerpujmy ich cierpliwości, nie każmy im napróżno wspinać się po drabinach, przerzucać pudełek, ciężarów; uprzytomnijmy sobie, że subjekt i panna sklepowa, drepcząc na miejscu, robią dzienne kursy, równające się kilometrowym przestrzeniom.” - radzi kupującym redakcja „Dziennika Poznańskiego”. Nic dodać, nic ująć. Szczególnie, że sto lat później gazety roją się od opisów zdziczałych tłumów. Konsumencie, zachowaj resztki człowieczeństwa!
* * *
Na koniec informacja z Francji. Protestują winiarze z „Międzynarodówką” na ustach. Oby nie polała się krew, czerwono niczym cabernet sauvignon.

sobota, 21 grudnia 2013

21 XII 1913, niedziela: może bierabend?, nie można być durnym, by wykopać urny, reakcja pogańska i reakcję harcerska na nią, Fado i maszyna parowa w sam raz pod choinkę


„Kurjer Poznański” utyskuje nad dynamicznym rozwojem turystyki konferencyjnej w Poznaniu, w którym odbędzie się zjazd nauczycieli niemieckich. Oczywiście będą się zastanawiać jak dziec nam germanić. Program przewiduje bogaty program incentive: „jakiś tam taniec narodowy” i „bierabend”. Czujecie klimat?


P. S. Wtrącimy małą dygresję: skecz pochodzi z jednego z dwóch odcinków „Latającego Cyrku Monty Pythona”, które powstały na zlecenie niemieckiej telewizji ARD. Nie wszyscy członkowie zespołu władali niemieckim, więc nauczyli się swoich kwestii fonetycznie.
* * *
Gdybyście chcieli uczyć się na pilota, to będziecie mogli w Pile. A w takim Koronowie pan Draheim znalazł kilka urn. Ich opis sugeruje, że są to urny twarzowe, czyli rzeczy typowa dla kultury pomorskiej (VII-III w p.n.e.), jakby kto pytał. Możemy spłycimy sprawę, ale my po prostu lubimy te zdziwione „dzióbki”. No i ten piercing. ;)
* * *
Na koniec artykuł o wychowaniu dziewcząt przez skauting, tudzież harcerstwo. Nas ujął pełen moralnego wzburzenia wstęp księdza doktora Lutosławskiego o tym, że mamy do czynienia z reakcją pogańską. Sto lat później będziemy mieli gender - jeszcze bardziej łakomy kąsek dla księży doktorów.



„Postęp” z końcem roku zaczyna nęcić potencjalnych prenumeratorów. Na pierwszej stronie reklamuje się jako „jedyne w zaborze pruskim katolickie i polskie pismo antyżydowskie”. Hm.
* * *
Przykuwa uwagę lakoniczna wzmianka o podwójnym morderstwie dokonanym przez hrabiego Mielżyńskiego.
* * *
W dziale reklam wzmianka o „żywym gwiazdorze” czekającym na dziatki w sklepie Kałamajskiego. Co ciekawego, już sto lat temu takie akcje uchodziły za amerykańskie.
* * *
W wydaniu świątecznym dodatek „Biesiada”. Z niego zaczerpnęliśmy już tradycyjnie czerstwy przedni dowcip i kawałek portugalskiego Fado.





Z „Dziennika” mamy wzmiankę o zdrowych małżeństwach. By się ożenić, tudzież wyjść za mąż, trzeba przedłożyć zaświadczenie lekarskie. Bardzo słusznie.
* * *
Gorączka przedświątecznych zakupów na ostatniej prostej, jeśli można tak powiedzieć. Jeśli nie macie prezentów, to mamy dla Was kilka pomysłów. Nam się marzy maszyna parowa.

piątek, 20 grudnia 2013

20 XII 1913, sobota: Hakata-gate, gdzie burmistrzów 153, tam trudno wybrać tego jednego, a do tanga trzeba dwojga, z tym że żadne z dwojga nie będzie z Argentyny


Jest afera! 20 grudnia 1913 roku „Kurjer Poznański” ujawnił dokumenty Ostmarkenverein, czyli Hakaty, z których wynika, że kroi się antypolski spisek we współpracy z – a jakże – Rusinami!
* * *
Tymczasem w Jutrosinie ustępuje ze stanowiska burmistrz, który piastował tę funkcję przez lat trzydzieści i cztery! Jego naśladowcy sto lat później na razie dobili ledwie do piętnastu lat na najważniejszym miejskim urzędzie. Trochę niepokoi, że na jego miejsce zgłosiło się 153 kandydatów. Dziś też znalazłoby by się paru, ale niestety żaden taki, co by zagrozić mógł panom, co to są z zawodu prezydentami.
* * *
W 1913 roku w Europie szalała moda na tango. Tango tańczy cały Paryż, a wraz z nim pół Europy, a nawet syn Wilhelma II. Chyba z tatkiem się nie lubią, bo ten wprowadził zakaz tanga. By dociec źródła tego fenomenu warto przeczytać wywiad z Don Enrico Laretto, posłem argentyńskim. Otóż tango w Argentynie jest tańczone jedynie przez jakieś męty w poślednich barach, zwanych zgrabnie tingel-tanglami. Na szczęście w Paryżu jest przynajmniej jedno miejsce, gdzie tango nie jest tańczo – poselstwo argentyńskie.

wtorek, 17 grudnia 2013

17 XII 1913, czwartek: Skwierzyn, Skwierzyna – wszystko Schwerin i się pali, zdrowe papierosy, czym było rajfurstwo, co było złego w zupie z żyta i wódeczce, nowy drednot atakuje i inne różności


źródło: Wikimedia Commons
„Postęp” donosi o pożarze zamku w Skwierzynie. Dziś właściwie mamy jedno miasto o tej nazwie. Jest położone nad Wartą, w województwie lubuskim. Mieszkańców jakieś 10 tysięcy, zamków zero, szczególnie takich z kategorii „najwspanialszych w Niemczech”. Bynajmniej nie dlatego, że spłonęły. Skwierzyna to po niemiecku Schwerin. Przy czym jest to także nazwa stolicy Meklemburgii-Pomorza Przedniego, a tam zamek już niczego sobie. Dziś Schwerin to po prostu Schwerin, a Skwierzyna to Skwierzyna, choć ten Schwerin zdarza się tłumaczyć jako Skwierzyn (bez „a” na końcu).
* * *
Artykuł „Obawa przed chorobą” jest w istocie reklamą, ale my właściwie nie o tym. Raczej o tym, że chodzi o papierosy, które od paru lat są na cenzurowanym. Tymczasem tutaj dowiemy się, że „niewinne napozór papierosy nie mogą wpłynąć ujemnie na zdrowie osobnika”. Oczywiście chodzi tu o to, że tanie podróby mogą być szkodliwe. Co innego takie dajmy na to „Doktorskie” z fabryki Dubek M. Droste. Z czasem palacza nabywa „moralne przekonanie, iż żadną miarą nie odddziaływają one szkodliwie na stan jego zdrowia”. Hm.



źródło: Wikimedia Commons
Z „Wielkopolanina” zaczerpnęliśmy przegląd wieści ze świata bliższego (Rawicz) i dalszego (Frankfurt nad Menem). W pierwszym znów samobójstwo. Gdyby sądzić po doniesieniach gazet sprzed stu lat, to cud, że do dziś ktoś jeszcze dożył. W tym ostatnim mieście aresztowano „zbrodniczego lekarza”. Nas uwiodło słówko, nieco zapomniane, użyte do opisania procederu, którym się parał ów doktor. Otóż było to rajfurstwo, czyli, jakbyśmy powiedzieli sto lat później: stręczycielstwo, czerpanie korzyści z nierządu.
* * *
Mamy też wykładnię historii „po prusku”, która wzburzyła redakcję „Wielkopolanina”. Nam się najbardziej spodobało to, że „Ludzie żywili się zupą z żyta (!) i pili chętnie wódkę”. Czyli tak źle chyba nie było? 
* * *
Jeszcze wzmianka o największym krążowniku floty brytyjskiej, zwodowanym w 1913 roku. Tiger należał do generacji drednotów – nowoczesnych, szybkich i silnie uzbrojonych okrętów, które pojawiły się w 1906 roku. HMS Tiger służył do 1931 roku, a po drodze został kilka razy modernizowany. Na przykład w 1917 roku dorobił się platformy do startu samolotów z jego pokładu.



Kończymy przeglądem „Dziennika Poznańskiego”. Gdybyście szukali lornetki teatralnej (swoją drogą nieco zapomniany, a przecież przydatny gadżet), to mamy dla Was kilka porad jak taki sprzęt kupować. W 1913 roku modne były lornetki wykończone perłową macicą, raczej lekkiej, z niezbyt długą rączką.
* * *
Poza tym reklamy. Ruszała sprzedaż bożonarodzeniowego piwa bock, tudzież koźlaka. Natomiast pan Hipolit hurtowo oferuje wina. Wzmiankujemy o tym, bo spodobała nam się secesyjna oprawa jego anonsu.

piątek, 13 grudnia 2013

13 XII 1913, sobota: śmiertelne zagrożenie w metrze, czy głupotę należy karać i czy istnieje patriotyzm lokalny?


13 grudnia (informacja dla przesądnych: w 1913 roku nie był to piątek) „Wielkopolanin” donosił o zakazie noszenia piór na kapeluszach w dużych miastach amerykańskich. Powodem jest zagrożenie, jakie niewątpliwie stanowią w metrze.
* * *
Grzywną ukarano orleańskiego biskupa. Za to, że obraził rodziców, twierdząc, że szkoła koedukacyjna to – wiadomo – „sodomia i gomoria”. Nie popieramy tego wyroku. Po pierwsze dlatego, że głupoty nie można karać. Głupota jest karą (choć bez waloru dydaktycznego – karany rzadko jest świadomy bycia karanym). Po drugie zaś, przez sto lat nic się nie zmieniło poza tym, że biskupi bardziej medialni i gadają więcej... A sądy już zapchane...



„Kurjer” w tonie raczej oburzonym pisze o niemieckiej pralni, która swe usługi realizuje poza Poznaniem, w samym mieście jedynie przyjmując zlecenia. Tymczasem, jak wiadomo, „[...] klijentela poznańska, zwłaszcza polska, najchętniej załatwia swe interesy na miejscu”. Z tego redakcja wywodzi myśl, że owa firma nieuczciwie sobie pogrywa na patriotyzmie lokalnym, sprawiając wrażenie, że jest na wskroś poznańską.
Nas zainteresowała na wskroś trzeźwa odpowiedź, chyba jeszcze bardziej aktualna sto lat później, czyli dziś, w dobie globalizacji:
„O patryjotyźmie lokalnym klijentów nie może być mowy. Publiczność załatwia swe interesy najchętniej tam, gdzie ją obsłuży się najlepiej i najtaniej.”
* * *
Skoro dziś już idziemy tak ostro, to kończymy reklamą scyzoryka. Wsam raz pod choinkę.

sobota, 7 grudnia 2013

7 XII 1913, niedziela: żarcik emerytalny, penerstwo ze Śródki w Alzacji, odczyt biegunowy, przedświąteczna gorączka studzona pierwszym śniegiem, bolesna lekcja XX wieku


Dzisiejszy przegląd prasy będzie wcale obszerny, a to z dwóch powodów: 1. mamy niedzielę, czyli świąteczne, obszerniejsze wydania dzienników; 2. gazety zaanonsowały święto niepokalanego poczęcia Najświętszej Marii Panny, a tym samym dodatkowy dzień bez wieści sprzed stu lat. By to wynagrodzić, jeszcze skrupulatniej przejrzeliśmy prasę sprzed stu lat. Oto czego się dowiedzieliśmy.
„Dziennik Poznański”, poza zaanonsowanym już powyżej świętem pisze o obniżeniu wieku emerytalnego. Dziś brzmiałoby to jak żart. Sto lat temu też był mało prawdopodobne. W istocie sprawa okazała się raczej plotką.
* * *
Poza tym jest o stacjonującym w Alzacji 99 Pułku, o którym rozpisywała się prasa w listopadzie i grudniu 1913 roku. Przyczyną były zamieszki, jakie wywołali żołnierze tego pułku. Wcześniej stacjonował on właśnie w Poznaniu, w forcie Prytwicza (jakie ładne spolszczenie). Tu też pozostawili po sobie wspomnienie zadymy, jaką wywołali na Śródce. Normalnie penerstwo.
* * *
Trafiliśmy też na anons wystąpienia Roalda Amunsena – pierwszego zdobywcy bieguna południowego. Równo sto lat temu w Poznaniu. Ze slajdami. Podróżnik zginie za 15 lat, czyli w 1928 roku, podczas wyprawy ratunkowej w Arktyce. Ciała nigdy nie odnaleziono.
* * *
Równo sto lat temu, dokładnie tak jak dziś, w Poznaniu, spadł pierwszy śnieg.



Przedświąteczna gorączka zakupowa trwa! W „Kurjerze” całostronicowa reklama domu handlowego Leitgebera. Poza tym, porady co też dzieciom kupić na święta. Redakcja poleca Mickiewicza, Konopnicką, Sienkiewicza... „niech z Bełzą modlą się i polskość swą stwierdzają”. Biedne dzieci.
* * *
O spadku liczby mieszkańców w Janówcu i innych miasteczkach może jeszcze kiedyś napiszemy. Wspomnimy za to o bezbłędnej metodzie zepsucia wesela, którą jest dokonanie żywota. Tak się stało w Toruniu.
* * *
W dziale reklam i ogłoszeń oferta obrazu olejnego przedstawiającego Kościuszki. Nie mamy reprodukcji, ale na pewno piękny. Jedynie 400 marek. Można też kupić samochód. Niestety nie za bardzo potrafimy ustalić jaka marka, a telefon już nie odpowiada (może ktoś rozszyfruje?). Wiemy tylko, że landaulet oznacza typ nadwozia, częściowo zadaszonego, a częściowo przykrytego brezentem lub otwartego - mniej więcej coś takiego.



Z „Wielkopolanina” wyciągnęliśmy cennik zabawek. Można zobaczyć co sto lat temu można było kupić berbeciom poza zachwalanymi wcześniej w „Kurjerze” wieszczami i inną nudą ze smrodkiem dydaktyczno-patriotycznym.
* * *
Jest też o kolejnych utrudnieniach w wyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Trzeba umieć czytać i pisać w dowolnym języku. USA są w awangardzie utrudnień migracyjnych do dziś. Nie wystarczy umieć pisać i czytać.



W 1913 roku nowa synagoga w Poznaniu miała ledwie pięć lat.
Za kolejne 28 lat zostanie przez nazistów zamieniona w pływalnię.
Ze świątecznego wydania „Postępu” wyciągamy dodatek „Biesiada”. Dodamy uprzedzająco, że jest to dodatek satyryczny. Już parę razy krzywiliśmy się z powodu jawnego antysemityzmu „Postępu”. Zresztą takie wątki trafiały się we wszystkich polskich (poznańskich) gazetach sprzed stu lat. Tym razem jednak naprawdę nas ciarki przeszły, gdy przeczytaliśmy fraszkę o planach budowy krematorium w Poznaniu (było już o tym tutaj). Jeszcze z wątkiem budowy pływalni (szwymhali), na którą za niecałe 30 lat zostanie zamieniona synagoga. Zaiste prorocze w najgorszym tego słowa znaczeniu.
* * *
Jeszcze z działu ogłoszeń o kawalerze, przystojnym rzemieślniku, który chciałby się wżenić w jakiś pewny interes. Zanim się oburzymy, warto zastanowić się, czy dziś jest to aż tak egzotyczny pomysł? Oczywiście nie dzieje się to aż tak jawnie i trudno napotkać takie anonse. Ale... 
„Dyskrecya rzecz honorowa”.

wtorek, 3 grudnia 2013

3 XII 1913, środa: transakcje wiązane, przedświąteczna nerwowość, ekspresjonistyczne eksplozje i o tym, czy obszarpaniec może być autorem sztuki


Zacznijmy nieco mrocznie. Czy w Poznaniu powinno zostać zbudowane krematorium? To pytanie zadaje „Kurjer Poznański”. Powstało nawet towarzystwo, którego zadaniem jest „propaganda za paleniem ciała”. „Kurjer” zaznacza, że do owego – jak dane jest nam odczuć – szemranego towarzystwa należą wyłącznie niemcy i żydzi. Obie grupy małą literą.
* * *
„Wielkopolanin” opisuje nietypową dość sprawę, która to zaistniała w Biłgoraju. Na tamtejszy targ udał się pewien gospodarz celem sprzedaży świni. Jednak podczas zawziętych negocjacji w szynku doszło do transakcji wiązanej. Oprócz rzeczonej świni gospodarz sprzedał także żonę. Porozmawiajmy o tradycyjnym modelu rodziny...



„Dziennik Poznański” serwuje zestaw typowych przedświątecznych problemów dużego miasta. Poczta nie wyrabia się z dostarczaniem przesyłek świątecznych, a tramwaje stanęły w szczycie. „Należałoby temu zapobiedz” (pisownia oryginalna) – celnie konkluduje gazeta.
* * *
Poznańska gazownia w 1913 roku [źródło]
Bardziej dramatycznie brzmi doniesienie o eksplozji w poznańskiej gazowni. Niestety zginął jeden z robotników, a przyczyną najprawdopodobniej było nieprzestrzeganie przepisów BHP, jakbyśmy to dziś ujęli. Temu również „należałoby zapobiedz”. Szczególnie, że już wcześniej, w 1907 roku, dochodziło tam groźnych wybuchów. A ten największy nastąpi w 1926 roku, kiedy to pokrywa zbiornika, coś jak wielka przykrywka garnka, spadnie na jeden z pobliskich domów.
Przy okazji, wiecie, że pierwszym projektantem zakładu było Brytyjczyk John Moore? Prace rozpoczęto w 1853 roku, ale cały obiekt był wielokrotnie przebudowywany i modernizowany. Jeden z ciekawszych budynków tego kompleksu powstał na początku XX wieku. Jest to kotłownia – obecnie bodaj jedyny zachowany przykład architektury ekspresjonistycznej w Poznaniu. Ze względu na wielkość i rozmach jest ona nazywana katedrą.
Tymczasem w 1913 roku Zakłady Siły, Światła i Wody przechodziły kryzys ze względu na rozpowszechnienie się elektryczności, a prezentowały się tak, jak na załączonej fotografii.
* * *
Powyżej było coś o architekturze ekspresjonistycznej, a na koniec będzie o przygodzie Leonida Andriejewa, jednego z prekursorów tego właśnie stylu w literaturze. W petersburskim teatrze wystawiano jego najnowszą sztukę „Nie zabijaj”. Andriejew, bądź co bądź będąc autorem sztuki, był żywo zainteresowany jej przedstawieniem. Niestety urzędnik teatralny nie poznał się na pisarzu i nie wpuścił go, oświadczając, iż „taki obszarpaniec nie może być autorem sztuki”, po czym wyrzucił go za drzwi. Jakież to urzędnicze!

wtorek, 26 listopada 2013

26 XI 1913, środa: seks pozamałżeński wszystkich wyznań, nowoczesna Pythia, sukcesy policji


Przeglądamy „Dziennik Poznański”. W nim krótki wypis statystyki lokalnej. Autorzy artykułu skupili się na wątkach powiedzmy matrymonialnych. Dowiemy się ile we wrześniu 1913 roku było ślubów i ile się urodziło dzieci – tych ślubnych i nieślubnych. Dzieci rozróżniano na katolickie, protestanckie, żydowskie i inne. Ciekawe czy urodzone we wrześniu dzieci zdawały sobie z tego sprawę?
***
Nowoczesna Pythia, Madame Thébes opublikowała przepowiednią na rok 1914. Nie żebyśmy byli przesądni, ale posłuchajcie sami:
Planet Mars i Saturn przez zgubne współdziałanie wywołają wojny. Osiągniemy szczyt najcięższego zła, najdonioślejszych decyzji.
***
Na koniec zaproszenie do obejrzenia srebrnego pacyfikatu w salonie Kruka. Jeśli interesujecie się biżuterią, to salony Kruka czekają na Was także dziś, sto lat później.
***
Policja poznańska w 1913 roku wykazała się sporymi osiągnięciami. Zarekwirowała śliwki, grzyby, jabłka, śledzie (niesolone), kury, gołębie i kaczki. A na Grobli ludzi mordują.

poniedziałek, 25 listopada 2013

25 XI 1913, wtorek: o zaletach stanu małżeńskiego, Vampyrach, rzeczach nie do uwierzenia i imprezach promocyjnych


„Dziennik Poznański” przekonuje do ożenku argumentami naukowymi. Po prostu żonaci żyją dłużej. Choć niektórzy twierdzą, że to się tylko tak wydaje... A temat wraca w prasie także dziś.
Można także przeczytać streszczenie planowanych obrad rady miejskiej Poznania. Poza rozbudową infrastruktury na Dębcu, Starołęce i Ratajach, zaplanowano ogłoszenie wyniku Wystawy Wschodnioniemieckiej. O tym temacie jeszcze dziś poczytamy.
W świąteczny nastrój wprowadza nas kolejna propozycja podarku gwiazdkowego. Ręczny aparat do ssania kurzu pod wdzięczną nazwą Vampyr. Do jego obsługi wystarczą dwie osoby. To cudo powinno się znaleźć pod każdą choinką.



Dzisiejszą lekturę „Kurjera Poznańskiego” zaczynamy krótką, ale mocną notatką. W Kruszwicy odbyły się wybory. Startowali Polacy i Niemcy. Nie zgadniecie co się stało. Nastąpił rozłam między Polakami! Nie do uwierzenia!

Kultura studencka w upadku! Zwłaszcza w Niemczech. Żacy z Getyngi zdemolowali monumentalną (w końcu to Niemcy i rok 1913) studzienkę higieniczną. Także powywieszali krzesła i okiennice z knajpy na drutach telegraficznych. Studenci i coś takiego? Znów nie do uwierzenia!

Dwa lata temu, to znaczy w 1911 roku odbyła się Wystawa Wschodnioniemiecka. Celem było pokazanie potencjału wschodnich rubieży rzeszy. Żeby zachęcić osadników do osiedlania się na tych terenach. Takie pruski PR: das ist unsere Kartoffel, wie Ihr Kartoffel. Dla tłumów odwiedzających przygotowano moc atrakcji, a wśród nich: makieta Starego Miasta, strzelnica myśliwska z imitacją lasu i wioska murzyńska dla 60 (nie 42 tysięcy) Murzynów z meczetem (sic!).
Po dwóch latach nadszedł czas podsumowań. Okazało się, że po wystawie zostały potężne długi (pamiątką po niej jest także budynek restauracji w Parku Sołackim). Chyba tak to zwykle jest z takimi imprezami. Zostają po nich długi i czasem restauracja (albo stadion), a potencjalni koloniści i tak wybierali inne rejony do zamieszkania. Ale kto by się przejmował finałem wielkiej Wystawy Wschodnioniemieckiej. Przecież to było sto lat temu.

Kończymy smutnym wypadkiem. Skrzypkowi Piecznikowowi wypadły ze wzruszenia podczas owacji skrzypce. Rozsypały się w drzazgi. To był Stradivarius.

niedziela, 24 listopada 2013

23 XI 1913, niedziela: idą święta, rozboje i luksusowe więzienia oraz dziewczątko do wzięcia


Niedzielny przegląd prasy dość skromny, niemniej kilka wieści oczywiście się znajdzie. Nasz ulubieniec Wilhelm II (dla przyjaciół Willi) podupadł na zdrowiu. Musiał zrezygnować z polowania. Dowiemy się o tym z „Dziennika Poznańskiego”. Ta sama gazeta przypomni nam o zbliżających się świętach. Pojawiły się bowiem reklamy upominków. Między innymi reprodukcja obrazu „Chopin grający na fortepianie w salonie księcia Radziwiłła” Henryka Siemiradzkiego” (do kupienia także i dziś - w wersjach od 50x60 do 120x180 cm) oraz wybór cytatów z dzieł wszystkich Sienkiewicza. Czytalibyśmy...



„Postęp” zaprasza na wycieczkę do fabryki Goplany i wspomina o bandyctwie na Winiarach. W przypadku schwytania najlepiej ubiegać się o osadzenie w angielskim więzieniu. Tamże można wysłuchać wykładu o ważniejszych planetach i o stanie gwiazd.
Ponieważ mamy niedzielę, to i gazety wychodzą z dodatkiem. „Postęp” raczy nas w nim niepowtarzalnym humorem.



Kończymy mocnym akcentem z „Wielkopolanina”. W dziale ogłoszeń wyjątkowa okazja...

piątek, 22 listopada 2013

22 XI 1913, sobota: radioaktywna Maria, biskupi, wariaci i Indianie


Szybki rzut oka na „Dziennik Poznański” z 22 listopada 1913 roku. Do Warszawy przyjechała Maria Skłodowska-Curie, by założyć pracownię radiologiczną. Można także znaleźć doniesienia o pierwszym statku, który przepłynął Kanał Panamski. Świat się zmienia.
Biskupi zapytali papieża czy tango jest zakazane. Papież poszedł w tango i zostawił biskupów z tą sprawą nierozstrzygniętą.
Ze świata także napływają wieści o ucieczce ze szpitala psychiatrycznego. Zdarza się wszędzie, lecz tym razem zbiegło ni mniej, ni więcej 1650 obłąkanych. Życzymy powodzenia.
Zaglądając do gazet sprzed stu lat można też trafić na informacje o buncie Indian, jeśli w ogóle można tak powiedzieć o protestach osób, zamieszkujących amerykańskie ziemie od setek lat...

czwartek, 21 listopada 2013

21 XI 1913, piątek: czeska agresja, motyle w listopadzie, lwie porykiwania i skubanie szlachty


Po wczorajszej przerwie (nasze ulubione gazety sprzed stu lat nic nie piszą o przyczynach, więc zgadujemy, że było to jakieś niemieckie święto) wracamy do przeglądu prasy. Czesi bezprzykładnie napadli na Wiedeń, nazywając go miastem zniedołężniałem. Ta czeska agresja...
Poza tym, „Dziennik” w tonie dramatycznym donosi o wzroście liczby rozwodów. Przy czym „najwygodniejszy z motywów do rozwodów, 'wstręt wzajemny utracił już na swej pierwotnej mocy”. Tendencja wzrasta do dziś. Prasa docieka przyczyn. My znamy przyczynę: podstawowym powodem rozwodów są śluby.
Na koniec anegdotka z poznańskich ulic: złodziej powstrzymał ścigającego go policjanta, rzucając mu pod nogi swój płaszcz. Z dokumentami. I jeszcze zagadka (do rozwiązania we własnym zakresie): jaką grę nazywano kiedyś pięstówką?



„Kurjer Poznański” zainspirował nas dziś do ponadczasowym utyskiwań nad mediami i sztuką. Te pierwsze oczywiście się „tabloizują”. Zajmują bzdurami, bo kiedyś to było inaczej! Sprawy były poważniejsze, a redaktor to był ktoś. I pisano na przykład o motylkach w listopadzie.
A sztuka? W Berlinie wystawiono spektakl, polegający na tym, że śpiewaczka Emma Destimowa wystąpiła w klatce z lwami. Publiczność była nieliczna, ale doborowa. Składała się bowiem ze „znakomitych artystów i gwiazd teatralnych”, jak na wernisażach w domach kultury.
Za każdym razem, gdy śpiewaczka choć trochę podniosła głos, lew leżący na fortepianie zaczynał groźnie mruczeć. Dlatego też występ w istocie był z playbacku. Głos dobywał się z ustawionego obok klatki gramofonu. A to wszystko równo sto lat temu, w roku 1913.



„Wielkopolanin” przynosi wieści z dalekiej Ameryki, ze stanu Oregon. 50 zamożnych kolonistów szukało żon. Właściwie domagało się dostarczenia im połowic: zdrowych, wesołych, rumianych i skromnych. „Czegoż to ludzie nie żądają od władzy?” pyta retorycznie redakcja. Jak żyć, chciałoby się dodać. Tymczasem rząd amerykański postanowił wspomóc swych kolonizatorów, rozwieszając ogłoszenie w całym kraju. Niestety ze skutkiem mizernym. Jedynie trzy panny – ufamy, że zdrowe, wesołe, rumiane i skromne – były łaskawe dać się dostarczyć do Oregonu. „Łatwo obliczyć, iż jeszcze 47 [kolonistów] wzdycha do stanu małżeńskiego, chyba, że ich do tego zniechęcił widok trzech swych 'szczęśliwych' towarzyszy”, kwaśno konkluduje „Wielkopolanin”.

* * *

Na koniec coś z „Postępu”. Dziennik ten epatuje czymś, co nas wyjątkowo osłabia, czyli antysemityzmem. Przeczytamy o procesie w Piotrkowie, w którym oskarżono grupę malwersantów, jak to podkreślono Żydów. Ku ubolewaniu redakcji prasa międzynarodowa nie nadała odpowiedniego rozgłosu tej aferze piotrkowskiej. Jest to problem ponadczasowy, a jednocześnie na wskroś polski – świat nie żyje naszymi problemami. Co oczywiście dziwnym jest.
Artykuł kończy się zdaniem: „W procesie różne ciekawe oszustwa żydowskie wychodzą na jaw, a szczególnie, jak to żydkowie skubali naszą szlachtę.” Nie żebyśmy popierali oszustów, ale na takie dictum możemy zadeklarować, że całym sercem jesteśmy z „żydkami”.

sobota, 16 listopada 2013

16 XI 1913, niedziela, Wielkopolanin: młodzież w proszku i zupy też


„Wielkopolanin” podaje temat ponadczasowy, czyli młodzież – oczywiście ta dzisiejsza. W 1913 roku autor gorzko konkludował swój artykuł jej poświęcony:
Ojczyzna, dla młodzieży akademickiej, to przedewszystkiem żłób, żłób opancerzony, w którym żreć można syto i bezpiecznie. Napróżno u ramion młodzieży szukalibyśmy skrzydeł – młodości. Jej młodość została skonfiskowana.
Jest to młodzież pozbawiona młodości.
Sto lat później dokonaliśmy szeregu przełomowych odkryć, takich jak pokolenie X i Y, lemingi, słoiki i zmywaki w Londynie. I gdzie tu skrzydła zapuszczać?

Na rozwinięcie skrzydeł kulinarnych miejsca nie pozostawia reklama Knorra, za to oferując menu w proszku na cały tydzień. Co wy na to? Wierzycie, że babcie gotowały swoje zupki na tych dziewiczo zielonych listkach warzywkach i rumianych pomidorkach z ogródka? Oj, już od dawna znały kostki, instanty i liofilizaty. Smacznego.

piątek, 15 listopada 2013

Wielkopolanin i Postęp, piątek, 14 XI 1913

"Wielkopolanin" wyjaśnia tajemnicze "czterdzieści i cztery" z mickiewiczowskich "Dziadów". Na podstawie właśnie ujawnionej notatki można stwierdzić, że "podobno położył liczbę 44, nie wiedząc dlaczego tę liczbę, a nie inną, położył; położył ją, bo mu sama nastręczyła się w chwili natchnienia". AHA! Bo co innego możemy powiedzieć na takie wyjaśnienie?
Za to w "Postępie" notatka pod tytułem "Z mętów Warszawy", która zaczyna się zdaniem: "Warszawa należy do miast, gdzie dzieją się rzeczy, o których 'filozofom się nie śniło'". Czy jakiekolwiek poznaniaka trzeba do tego stwierdzenia przekonywać? 

czwartek, 14 listopada 2013

Kurjer Poznański, czwartek, 13 XI 1913

O czym dziś w "Kurjerze"? Nie wiemy jak wyglądała w 1913 roku obstawa sułtana Maroka, ale raczej groźnie... We Francji pewien światowiec przywdział habit. Natomiast z Anglii donoszą o kacie, przeciwniku kary śmierci, który zmarł hodowcą kur będąc. Ciekawe jak je uśmiercał przed przeznaczeniem na rosół? A na poznańskim Starym Rynku "gruba swawola" - tokarz wybił dużą szybę. Może próbował się dostać bokiem do jednego z klubów go-go, z których słynie dziś poznański rynek? W każdym razie, grubo! :)

środa, 13 listopada 2013

Wielkopolanin, czwartek, 13 XI 1913

Zaczynamy od lektury "Wielkopolanina", a w nim wielka reklama płaszczy. Nasz ulubiony model to "Niech żyje Poznań". A Wasz?
Poza tym o zbiegach, którzy próbowali uniknąć kwarantanny w szopie i o hutniku Mikosie, który nosił... suknie. I brodę... To na deser taki oto skecz, zresztą w kwestii mody nawiązujący znakomicie do epoki sprzed stu laty.


wtorek, 12 listopada 2013

Wielkopolanin, wtorek, 11 XI 1913

"Wielkopolanin" przynosi sporo elektryzujących wieści ze świata. Najpierw o ekspedycji Brytyjczyka Scotta na biegun północny. Jakże rozczarowany był niedoszły odkrywca bieguna Scott, gdy na miejscu zastał flagę norweską... Poza tym coś o żonie oficera, która zastrzeliła sługę swego męża, przystawiającego się do niej. Podobną rzeczy na swym nauczycielu (tzn. zastrzelić, nie przystawić się) pragnął uczynić bezskutecznie student z Moguncji. Ta dzisiejsza młodzież. Jeśli zapomnieliście, że Niemcy w 1913 należały do państw kolonialnych, to przypomni Wam o tym notatka z Afryki. Nasz niepokój i bez tego rośnie. Nic o rogalach, nic o świętowaniu... Co Wy na to?!

Poznań 100 lat temu na Facebooku

Poznań 100 lat temu działa i ma się dobrze. Zapraszamy na Facebooka:  www.facebook.com/poznan100lat