Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 stycznia 2014

11 I 1914, niedziela: ponadczasowy wyprzedaży czar, wiersze o rzeczach, których brak


Czym żył Poznań 11 stycznia 1914 roku? Cóż, tym czym żyje Poznań tego samego dnia sto lat temu, czyli wyprzedażami. W „Dzienniku” całostronicowe reklamy domów handlowych. Nic, tylko wybierać i przebierać. 
* * *
Problemy z zatrudnieniem, które dotykają inteligentnych osób, znających kilka języków, też niestety wyglądają znajomo...



Z „Kurjera” wybraliśmy kącik poetycki, a w nim wiersz zaczynający się od słów „Sypią się, sypią śniegi białe”. Sto lat po opublikowaniu tych słów zupełnie nie pasują do styczniowej aura, której bliżej do późnej jesieni.
* * *
A żeby nie było zbyt lirycznie, kończymy opisem tajemniczego trupa z rzeki Haarlem.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

23 XII 1913, wtorek: skandal z wyższych sfer, Polacy kupujący u obcych, kilka rad dla konsumentów i protest w kolorze cabernet sauvignon


źródło: Wikimedia Commons
Nie ma to jak dobry skandal z wyższych sfer! Ostatnio ledwie napomknęliśmy o morderstwie dokonanym przez hrabiego Mielżyńskiego, bagatelizując ten nius. Tymczasem 24 grudnia 1913 roku wszystkie gazety poświęciły temu wydarzeniu obszerny artykuł (no, jedynie „Wielkopolanin” ograniczył się do lapidarnej wzmianki). My cytujemy ten z „Postępu”. Otóż pan hrabia przyłapał swoją małżonkę, z którą zresztą układało mu się różnie, z domniemanym lub faktycznym kochankiem. Pan hrabia był łaskaw oddać dwa celne strzały ze swej fuzji... Wydarzyło się to we dworze w Dakowach Mokrych (gmina Opalenica). Zresztą w 1913 roku kończyła się jego przebudowa pod kierownictwem Rogera Sławskiego. Dziś możecie tam zorganizować wesele albo komunię, a nawet romantyczny wieczór w jednym z apartamentów. Kto wie? Możecie traficie na ten, w którym popełniono zbrodnię sto lat temu?



Z „Dziennika” wybraliśmy nieco bardziej świąteczne klimaty, choć z nutą malkontenctwa. Najpierw relacja ze złotej niedzieli. Niby na ulicach ruch, ale „dużo Polaków wchodziło do składów obcych”. Po stu latach Polacy zachodzą do nich nadal, by wspomnieć o tłumach w Carrefourach, Tesco, Biedronkach...
* * *
„Nie wymagajmy od panien sklepowych zalet nadludzkich, nie wyczerpujmy ich cierpliwości, nie każmy im napróżno wspinać się po drabinach, przerzucać pudełek, ciężarów; uprzytomnijmy sobie, że subjekt i panna sklepowa, drepcząc na miejscu, robią dzienne kursy, równające się kilometrowym przestrzeniom.” - radzi kupującym redakcja „Dziennika Poznańskiego”. Nic dodać, nic ująć. Szczególnie, że sto lat później gazety roją się od opisów zdziczałych tłumów. Konsumencie, zachowaj resztki człowieczeństwa!
* * *
Na koniec informacja z Francji. Protestują winiarze z „Międzynarodówką” na ustach. Oby nie polała się krew, czerwono niczym cabernet sauvignon.

czwartek, 19 grudnia 2013

19 XII 1913, piątek: nie trzeba iść do dentysty, za dużo narzeczonych, wpływ Wagnera na psychikę i plaga deweloperów


Dziś w „Dzienniku Poznańskim” przeczytaliśmy wiadomość o strajku dentystów w Niemczech. Zgodnie z nieco zapomnianą dziś sztuką dziennikarską podamy sam obiektywny fakt, a czy to dobrze, czy źle niech czytelnicy rozsądzą sami.
* * *
W Berlinie skazano kupca Gustawa Mayera za oszustwo. Polegało ono na tym, że oświadczył się dwunastu pannom naraz. Jakby sam ten fakt nie był dostateczną karą...
* * *
Tymczasem w Budapeszcie podczas trzeciego aktu „Lohengrin” Wagnera wtargnął na scenę nagi mężczyzna i wyrwał dyrygentowi batutę. Oczywiście uznano go za obłąkanego. A my myślimy sobie tak: jeśli idzie o ciężar gatunkowy, to Wagner rymuje się z ołów. Ponadto cała opera ma prawie cztery godziny. I tak facet długo wytrzymał. Spróbujcie sami, czy aby gdzieś w połowie drugiego aktu nie nabierzecie ochoty by wyskoczyć z ubrania i wyrwać dyrygentowi batutę.


* * *
Na koniec coś aktualnego (niestety). Także sto lat temu zapędy, jakbyś dziś powiedzieli, deweloperów wzbudzały protesty. To coś dla zwolenników poglądu, że kiedyś to było, kiedyś to się szanowało dziedzictwo. No i Kraków jeszcze stoi. Nie żeby było idealnie, ale jakoś się trzyma.

środa, 18 grudnia 2013

18 XII 1913, czwartek: co powiedział Wilhelm, dlaczego w Pradze sobie nie poczytali, kradzież na celebrytę sto lat temu i co ma wspólnego poznańskie muzeum z Luwrem?


Dziś zainteresowało nas kilka kąsków z „Dziennika Poznańskiego”. Dawno nie wspominaliśmy o naszym ulubieńcu sprzed stu lat, czyli z łaski Bożej cesarzu niemieckim, królu Prus, margrabim Brandenburgii, burgrabim Norymbergi, hrabim Hohenzollern, suwerenie i wielkim księciu Śląska oraz hrabstwa kłodzkiego, wielkim księciu Nadrenii i Poznania, księciu Saksonii, Westfalii i Angarii, Pomorza, Lüneburga, Szlezwiku, Holsztynu, Magdeburga, Bremy, Geldrii, Kleve, Julich i Bergu, jak również Wendów i Kaszub, Krosna, Lauenburga, Meklenburga etc. landgrafie Hesji i Turyngii, margrabim Górnych i Dolnych Łużyc, księciu Oranii, księciu Rugii, Fryzji Wschodniej, Paderborn i Pyrmontu, Halberstadt, Münster, Minden, Osnabrück, Hildesheim, Verden, Kamienia, Fuldy, Nassau, Mörs etc. uksiążęconym hrabim Hennebergu, hrabim Marchii, Ravensburga, Hohenstein, Tecklenburg i Lingen, Mansfeld, Sigmaringen i Veringen, panu Frankfurtu, etc. etc., dla przyjaciół Wilusiu.
Ponoć w 1913 roku krążyła anegdota, że jeśli nie chce się spotkać cesarza, to trzeba jechać do... Berlina. Istotnie, Wilhelm II lubował się w podróżach – tych służbowych i tych prywatnych (choćby corocznych rejsach swym jachtem). W każdym razie, będąc w Monachium walnął mowę, a jak już cesarz powie, to jest powiedziane. Dlatego też „sławił potęgę Niemiec na morzu i lądzie. Zadał też fundamentalne pytanie „czy potomkowie wielkich ojców, którzy zbudowali rzeszę niemiecką, są godni i zdolni spadek utrzymać”? A my na to: Monty Python.


* * *
Tymczasem w Pradze równe sto lat temu raczej nie siedzieli sobie z gazetką przy pilznerku i knedlach, a to z powodu strajku zecerów. Jeśli ktoś sto lat później nie wie o co chodzi, to przypominamy, że to zecerzy to byli ci goście, co ręcznie układali literki, żeby całość potem odcisnąć na papierze. Tak, kochani, tak powstawały książki i gazety.
* * *
Natomiast we Włoszech ruszył proces nauczycielki, która wyłudzała pieniądze, podając się za nieślubne dziecko królowej-matki Małgorzaty. Zastanawiamy się jak to wyglądało? Pani Pia Passini Rizzi podchodziła do kupca, przemysłowca lub zakonnicy i mówiła: – Buongiorno, jestem nieślubną córką królowej-matki, o której nikt nie wie, daj mi pieniądze. – Hm, córka królowej? A, to proszę... Z drugiej czy dziś takie rzeczy się nie zdarzają?
* * *
źródło: wyborcza.pl
Kończymy obszerniejszą relacją z odzyskania „Mona Lisy”, o czym pisaliśmy już wcześniej. – Przekonałem się kiedyś [...], że obraz można z łatwością zdjęć ze ściany. Tylko rama była nieco ciężka. [...] Schowałem obraz pod mą bluzą robotniczą i wyszedłem z Luwru – wyznał winny kradzieży Vincenzo Perrugia. Owe specyficzne standardy bezpieczeństwa, znane w Luwrze sto lat temu dobrze się przyjęły w poznańskim Muzeum Narodowym, skąd w równie „wyrafinowany” sposób skradziono całkiem niedawno „Plażę w Pourville”, notabene jedyny obraz Moneta w Polsce. Na szczęście obie historie łączy także to, że dzieła odzyskano, a za ich uprowadzeniem stały nie koniecznie merkantylne przesłanki.

wtorek, 17 grudnia 2013

17 XII 1913, czwartek: Skwierzyn, Skwierzyna – wszystko Schwerin i się pali, zdrowe papierosy, czym było rajfurstwo, co było złego w zupie z żyta i wódeczce, nowy drednot atakuje i inne różności


źródło: Wikimedia Commons
„Postęp” donosi o pożarze zamku w Skwierzynie. Dziś właściwie mamy jedno miasto o tej nazwie. Jest położone nad Wartą, w województwie lubuskim. Mieszkańców jakieś 10 tysięcy, zamków zero, szczególnie takich z kategorii „najwspanialszych w Niemczech”. Bynajmniej nie dlatego, że spłonęły. Skwierzyna to po niemiecku Schwerin. Przy czym jest to także nazwa stolicy Meklemburgii-Pomorza Przedniego, a tam zamek już niczego sobie. Dziś Schwerin to po prostu Schwerin, a Skwierzyna to Skwierzyna, choć ten Schwerin zdarza się tłumaczyć jako Skwierzyn (bez „a” na końcu).
* * *
Artykuł „Obawa przed chorobą” jest w istocie reklamą, ale my właściwie nie o tym. Raczej o tym, że chodzi o papierosy, które od paru lat są na cenzurowanym. Tymczasem tutaj dowiemy się, że „niewinne napozór papierosy nie mogą wpłynąć ujemnie na zdrowie osobnika”. Oczywiście chodzi tu o to, że tanie podróby mogą być szkodliwe. Co innego takie dajmy na to „Doktorskie” z fabryki Dubek M. Droste. Z czasem palacza nabywa „moralne przekonanie, iż żadną miarą nie odddziaływają one szkodliwie na stan jego zdrowia”. Hm.



źródło: Wikimedia Commons
Z „Wielkopolanina” zaczerpnęliśmy przegląd wieści ze świata bliższego (Rawicz) i dalszego (Frankfurt nad Menem). W pierwszym znów samobójstwo. Gdyby sądzić po doniesieniach gazet sprzed stu lat, to cud, że do dziś ktoś jeszcze dożył. W tym ostatnim mieście aresztowano „zbrodniczego lekarza”. Nas uwiodło słówko, nieco zapomniane, użyte do opisania procederu, którym się parał ów doktor. Otóż było to rajfurstwo, czyli, jakbyśmy powiedzieli sto lat później: stręczycielstwo, czerpanie korzyści z nierządu.
* * *
Mamy też wykładnię historii „po prusku”, która wzburzyła redakcję „Wielkopolanina”. Nam się najbardziej spodobało to, że „Ludzie żywili się zupą z żyta (!) i pili chętnie wódkę”. Czyli tak źle chyba nie było? 
* * *
Jeszcze wzmianka o największym krążowniku floty brytyjskiej, zwodowanym w 1913 roku. Tiger należał do generacji drednotów – nowoczesnych, szybkich i silnie uzbrojonych okrętów, które pojawiły się w 1906 roku. HMS Tiger służył do 1931 roku, a po drodze został kilka razy modernizowany. Na przykład w 1917 roku dorobił się platformy do startu samolotów z jego pokładu.



Kończymy przeglądem „Dziennika Poznańskiego”. Gdybyście szukali lornetki teatralnej (swoją drogą nieco zapomniany, a przecież przydatny gadżet), to mamy dla Was kilka porad jak taki sprzęt kupować. W 1913 roku modne były lornetki wykończone perłową macicą, raczej lekkiej, z niezbyt długą rączką.
* * *
Poza tym reklamy. Ruszała sprzedaż bożonarodzeniowego piwa bock, tudzież koźlaka. Natomiast pan Hipolit hurtowo oferuje wina. Wzmiankujemy o tym, bo spodobała nam się secesyjna oprawa jego anonsu.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

16 XII 1913, wtorek: „monalityczny” uśmiech patrioty, ocieplenie klimatu sto lat temu, smutny koniec podpadająco ładnych panien na Św. Marcinie i inne mroczne historie oraz wody i szampany


źródło: walyou.com/8-bit-classic-paintings/
Dzisiejszy przegląd prasy zaczynamy od „Postępu”. Na pierwszej stronie tradycyjna dla tego dziennika porcja antysemickich odjazdów. Jednak nas bardziej zainteresował fakt odzyskania słynnej „Mona Lisy”, która została skradziona z Luwru dwa lata wcześniej – w 1911 roku.
Sprawcą był pracownik muzeum Vincenzo Perrugia. Najsłynniejsze dzieło Leonarda próbował sprzedać w jednym z florenckich antykwariatów. Co ciekawe, schwytany tłumaczył, że jego motywacją była chęć zwrotu obrazu macierzystemu krajowi. Przez chwilę stał się dzięki temu bohaterem, a wyrok był naprawdę niski. Och, ten patriotyzm...
Co prawda w 1913 roku komputeryzacja była w powijakach, eufemistycznie rzecz ujmując, jednak pomimo tego, a może właśnie dlatego mamy dla was 8-bitową wersję „Giocondy”.
* * *
Sto lat temu odbył się tradycyjny jarmark gwiazdkowy. Raczej się nie udał, ponieważ jak konstatuje redakcja „Postępu”, towarzyszył mu „tradycyjny deszcz”. W 2013 roku właściwie podobnie. Czyżby ocieplenie klimatu było przereklamowane?



Z „Kurjera” wybraliśmy same mroczne, ba, krwawe historie. Najpierw więcej szczegółów na temat samobójstwa przy Świętym Marcinie. Poza innymi charakterystykami naszą uwagę zwróciła następująca: „była to dziewczyna podpadająco ładna”. Ten typ tak ma. Lepiej je mieć na oku...
* * *
Z pewnym niedowierzaniem „Kurjer” przyjął wiadomość z Inowrocławia o wypadku kolejowym, w którym pewien czeladnik kominiarski stracił nos. Czy „koła pociągu mogły człowiekowi ujechać tylko nos”? - zastanawia się redakcja.
* * *
Kończymy lekturę jeszcze jednym samobójstwem. W przedziale klasy czwartej pociągu z Poznaniu poderżnął sobie gardło pewien robotnik. Czyżby jakość kolei sto lat temu też pozostawiała co nieco do życzenia?



Na sam koniec pierwsze oznaki zbliżającego się sylwestra. W „Dzienniku” (co ciekawe, na razie tylko w nim) pojawiły się reklamy szampanów, ale i wód mineralnych na „wszystkie choroby przemiany materii”. Czy może tu zachodzić jakiś związek?

czwartek, 12 grudnia 2013

12 XII 1913, piątek: jeżycka pomarańcza, jedna wielka emancypacja, nie daleko pada jabłko anarchisty i Łazarz od mrocznej strony


Czy tak wyglądały wybryki na Jeżycach w 1913 roku?
„Kurjer Poznański” donosi o rozróbie na Poznańskiej – co Jeżyce, to Jeżyce. Grupa wyrostków okładała się laskami. Padły strzały z rewolweru. To, a także sznyt sprzed stu lat w postaci melonika skojarzył nam się z „Mechaniczną pomarańczą” Kubricka. Uwiodło nas także znamienne stwierdzenie, że „policja nie dawała o sobie żadnego znaku życia”. Może była wtedy na dworcu i łapała kieszonkowca?
* * *
W tej samej gazecie wyciąg z najnowszego, jakbyśmy to dziś powiedzieli, raportu dotyczącego rozwoju szkolnictwa wyższego. Analizę zostawiamy Wam. Zwrócimy uwagę tylko na jedną rzecz. W 1911 roku w Prusach studiowało nieco ponad 55 tysięcy osób. Kobiet w tym było niecałe 5 procent. Tymczasem w 2012 roku w Polsce studentów było ponad 1,6 mln, z czego panie stanowiły blisko 60 procent tej grupy. No, w końcu coś się zmieniło przez te sto lat!



Tego dnia „Dziennik Poznański” pisał o wybrykach Bakunina juniora – syna tego Bakunina. Przepuścił majątek żony, udał własne samobójstwo, a co gorsza napisał – już będąc w więzieniu – trzy powieści sensacyjne!
* * *
W „Kurjerze” było o Jeżycach, to w „Dzienniku” dla urozmaicenia o Łazarzu. Tamże jedno samobójstwo (swoją drogą, prawie codziennie o jakimś można się dowiedzieć z prasy sprzed stu lat) oraz o włamaniu. Na szczęście nieudanym.

wtorek, 10 grudnia 2013

10 XII 1913, środa: oszuści, wizualizacja znanego przysłowia z dramatycznym finałem, rusza sprzedaż choinek i każdy pretekst jest dobry, by zakończyć piosenką


Po świątecznej przerwie (jeśli ktoś przegapił, to taką mieliśmy w 1913 roku – dziś nazwalibyśmy ją długim weekendem) wracamy do regularnej lektury codziennej prasy. W „Kurjerze” o dramatycznym zatrzymaniu oszusta, który próbował naciągać właścicieli kawiarni na kamienie. W końcu zatrzymano go na Rycerskiej, czyli na Ratajczaka, choć spryciarz próbował zwieść pościg wołając „Trzymajcie go!” i tym samym oddalić podejrzenia od siebie.
* * *
W Szamotułach rozegrała się scenka, będąca poniekąd ilustracją przysłowia „baba z wozu, koniom lżej”. Niestety „baba” spadając z wozu złamała nogę, co gorsza grozi jej amputacja tejże nogi. Przysłowia mądrością narodów (to kolejne przysłowie), ale żeby aż takim kosztem?



„Wielkopolanin” donosi o rozpoczęciu sprzedaży choinek na placach miejskich: Wilhelmowskim (dziś Wolności) oraz nieistniejącym Liwoniusza, który był tam, gdzie właśnie zamknięty stary dworzec PKS.
* * *
Poza tym te same od stu lat utyskiwania kupców na słabe obroty. Liczą, że do świąt jeszcze się rozkręci. Skoro o handlu mowa, to w dziale ogłoszeń reklama różańców za jedną markę – do wyczerpania zapasów. Tudzież, dla bardziej kosmopolitycznych, wybór baśni z „Księgi tysiąca i jednej nocy”.
* * *
A w Paryżu apasze zaczęli klientelę restauracji molestować. Nie będziemy tego komentować, za to skorzystamy z pretekstu by zakończyć piosenką.


środa, 4 grudnia 2013

4 XII 1913, czwartek: rąbanie pałaszem, park do wzięcia, cesarskie tango, czy kupować w niemieckich sklepach, Rosja ekologiczna i trochę archeologii


Dzisiejsza lektura „Wielkopolanina” wskazuje, że lekcja przykuwania uwagi mocnymi nagłówkami została odrobiona wzorowo. Gazeta wita nas „Fostnerem rąbiącym pałaszem” i „Nienasyconymi”. 
* * *

Poza tym, jest o Parku Wiktorji. Poznańska prasa żyje tym tematem od kilku dni. Otóż park został sprzedany i nikt nie wie o co chodzi? Polakom, Niemcom? Co tam będzie? Do tego wątku jeszcze dziś wrócimy...
* * *
Dowiemy się także dlaczego cesarz niemiecki zabronił tańczyć tango. Oczywiście na złość swemu dziecku. I swojej synowej.
* * *
Na koniec świńska wiadomość z frontu germanizacji. Gospodarz Prądzyński musiał swą kuchnię urządzić w chlewie, a i tak mu ją Prusacy zepsuli...




W „Dzienniku Poznańskim” tekścik o Niemcach-hakatystach wobec nadchodzącej gwiazdki. Otóż wystosowali oni apel, by świąteczne zakupy robić tylko w niemieckich sklepach. Prowokacyjnie dodamy, że coś w tym chyba jest...
* * *
Tu także wątek ekologiczny. Sto lat temu w awangardzie działań związanych z ochroną środowiska, a konkretnie powietrza była Rosja. Co więcej, projekt przepisów poddano konsultacjom. Choć został skrytykowany, to zaskakuje nas nowoczesność prawodawstwa i sposobu jego stanowienia.



„Kurjer Poznański” recenzuje „książkę niezwykle ciekawą i pierwszorzędnego znaczenia” - „Wielkopolska w czasach przedhistorycznych” Józefa Kostrzewskiego. Ten klasyk polskiej archeologii za 20 lat dowie się od Walentego Szwajcera, nauczyciela w biskupińskiej szkole o dziwnych palach wystających z wód jeziora i innych znaleziskach...
* * *
Gdzie był Park Wiktorji?
Wracamy do tematu Parku Wiktorji. Jeśli nie kojarzycie tego parku, to chodzi tak z grubsza o Łęgi Dębińskie. A jeśli nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o kasę. Istotnie, w dziale ogłoszeń znaleźliśmy ofertę wydzierżawienia parku, wraz z restauracją i ziemią uprawną. Zainteresowani mogą szukać informacji w Poznaniu, przy ul. Łazarskiej, tudzież Posen, Lazarusstraße. W biznesie język raczej nie ma aż takiego znaczenia. Chyba na szczęście sto lat później ciągle jest to obszar zieleni, dokładniej południowy klin zieleni, który trochę później "wymyślą" Wodziczko z Czarneckim.
* * *
Na dodatek mała wzmianka z Hawany, gdzie dziesięciu murzynów zamordowało białą dziewczynę w celach rytualnych. Zastanawiamy się czy to istotne, że oprawcy byli czarnoskórzy, a ofiara biała? Co by się zmieniło, gdyby dziesięć białych kobiet zarżnęło jednego murzyna?

niedziela, 1 grudnia 2013

30 XI 1913, niedziela: gdzie kupić samochód, czym go zatankować i jak bardziej niż skutecznie odebrać sobie życie


Przeglądając prasę sprzed stu lat dostrzegamy jak wielką karierę zrobił automobil. Niestety symptomem tego są niemal codzienne doniesienia o wypadkach samochodowych. Choć częściej dotyczą Francji, Anglii czy Austrii, to i na terenach polskich się zdarzały. Zastanawialiśmy się już ile w Poznaniu w roku 1913 było samochodów? Wiemy, że na pewno był warsztat. Natomiast dziś informujemy, że jeśli ktoś byłby zainteresowany nabyciem czterech kółek, to mógł to zrobić w salonie przy ul. Ludwiki. Salon oferował kilka marek (kilka znanych także w 2013 roku) i chlubił się nie byle jaką historią, założony został bowiem w 1894 roku.
Przewrotność tkwi w tym, że ul. Ludwiki to dziś Taczaka – miejsce „eksperymentu rewitalizacyjnego”, którego celem jest między innymi zminimalizowanie ruchu samochodowego w śródmieściu, by stało się ono bardziej przyjazne dla pieszych.
Pozostając w temacie,w tym samym numerze „Dziennika” natknęliśmy się na opis nowego amerykańskiego wynalazku, który w latach 90. XX wieku i później stanie się znakiem rozpoznawczym motoryzacji w Europie Środkowej i Wschodniej, czyli gaz.
* * *
Warto też zwrócić uwagę na trasę lotu z Wrocławia do Królewca. No i mroczna historia, choć z dozą doprawdy czarnego humoru. Jak skutecznie popełnić samobójstwo? Poderżnąć sobie żyły, zastrzelić się, a dla pewności jeszcze powiesić. Skuteczność gwarantowana, aczkolwiek samobójstw nie polecamy.

czwartek, 28 listopada 2013

28 XI 1913, piątek: jaka będzie zima, zuchwała kradzież i analfabeci, dużo analfabetów


Tego dnia „Kurjer” zajął się sprawą nadchodzącej zimy. Ta przypadająca na przełomie 1913 i 1914 roku miała być łagodna, choć ostra na końcu. Nie górale, nie świstaki, ale leśnicy dostarczyli tych informacji na podstawie układu szyszek na drzewach. Ponoć się sprawdza.
* * *
Z Inowrocławia anegdotka o wzajemnym okradaniu się, lecz na koniec wracamy do tematu Warszawy i jej rozwoju. Zaciekawiły nas statystyki dotyczące analfabetyzmu. Chcemy wierzyć, że tu akurat co nieco się zmieniło przez ostatnie stu lat. Jednak czy rozumiana technicznie umiejętność czytania jest tożsama z brakiem analfabetyzmu?

poniedziałek, 25 listopada 2013

25 XI 1913, wtorek: o zaletach stanu małżeńskiego, Vampyrach, rzeczach nie do uwierzenia i imprezach promocyjnych


„Dziennik Poznański” przekonuje do ożenku argumentami naukowymi. Po prostu żonaci żyją dłużej. Choć niektórzy twierdzą, że to się tylko tak wydaje... A temat wraca w prasie także dziś.
Można także przeczytać streszczenie planowanych obrad rady miejskiej Poznania. Poza rozbudową infrastruktury na Dębcu, Starołęce i Ratajach, zaplanowano ogłoszenie wyniku Wystawy Wschodnioniemieckiej. O tym temacie jeszcze dziś poczytamy.
W świąteczny nastrój wprowadza nas kolejna propozycja podarku gwiazdkowego. Ręczny aparat do ssania kurzu pod wdzięczną nazwą Vampyr. Do jego obsługi wystarczą dwie osoby. To cudo powinno się znaleźć pod każdą choinką.



Dzisiejszą lekturę „Kurjera Poznańskiego” zaczynamy krótką, ale mocną notatką. W Kruszwicy odbyły się wybory. Startowali Polacy i Niemcy. Nie zgadniecie co się stało. Nastąpił rozłam między Polakami! Nie do uwierzenia!

Kultura studencka w upadku! Zwłaszcza w Niemczech. Żacy z Getyngi zdemolowali monumentalną (w końcu to Niemcy i rok 1913) studzienkę higieniczną. Także powywieszali krzesła i okiennice z knajpy na drutach telegraficznych. Studenci i coś takiego? Znów nie do uwierzenia!

Dwa lata temu, to znaczy w 1911 roku odbyła się Wystawa Wschodnioniemiecka. Celem było pokazanie potencjału wschodnich rubieży rzeszy. Żeby zachęcić osadników do osiedlania się na tych terenach. Takie pruski PR: das ist unsere Kartoffel, wie Ihr Kartoffel. Dla tłumów odwiedzających przygotowano moc atrakcji, a wśród nich: makieta Starego Miasta, strzelnica myśliwska z imitacją lasu i wioska murzyńska dla 60 (nie 42 tysięcy) Murzynów z meczetem (sic!).
Po dwóch latach nadszedł czas podsumowań. Okazało się, że po wystawie zostały potężne długi (pamiątką po niej jest także budynek restauracji w Parku Sołackim). Chyba tak to zwykle jest z takimi imprezami. Zostają po nich długi i czasem restauracja (albo stadion), a potencjalni koloniści i tak wybierali inne rejony do zamieszkania. Ale kto by się przejmował finałem wielkiej Wystawy Wschodnioniemieckiej. Przecież to było sto lat temu.

Kończymy smutnym wypadkiem. Skrzypkowi Piecznikowowi wypadły ze wzruszenia podczas owacji skrzypce. Rozsypały się w drzazgi. To był Stradivarius.

piątek, 22 listopada 2013

22 XI 1913, sobota: radioaktywna Maria, biskupi, wariaci i Indianie


Szybki rzut oka na „Dziennik Poznański” z 22 listopada 1913 roku. Do Warszawy przyjechała Maria Skłodowska-Curie, by założyć pracownię radiologiczną. Można także znaleźć doniesienia o pierwszym statku, który przepłynął Kanał Panamski. Świat się zmienia.
Biskupi zapytali papieża czy tango jest zakazane. Papież poszedł w tango i zostawił biskupów z tą sprawą nierozstrzygniętą.
Ze świata także napływają wieści o ucieczce ze szpitala psychiatrycznego. Zdarza się wszędzie, lecz tym razem zbiegło ni mniej, ni więcej 1650 obłąkanych. Życzymy powodzenia.
Zaglądając do gazet sprzed stu lat można też trafić na informacje o buncie Indian, jeśli w ogóle można tak powiedzieć o protestach osób, zamieszkujących amerykańskie ziemie od setek lat...

wtorek, 19 listopada 2013

19 XI 1913, środa, Wielkopolanin: lwy na ulicach, opony i margaryna


Są takie dni, gdy niewiele ciekawego się dzieje. Przecież nie poruszy nas lew, który zbiegł z cyrku gdzieś w Paryżu. Szczególnie, że nie okazywał żadnych zamiarów zaczepnych.

* * *

W 1913 roku przemysł motoryzacyjny stał przed dylematem: iść w opony czy w pełne koła? Pierwsze pękają, za to drugie są twarde. Za problem zabrał się Polak, pan P. T. Smulski. Uznał, że można amortyzację przenieść na oś. Sprytne. Tylko kto ma pełne koła w samochodach?

* * *

Na koniec coś z cyklu nierozwikłanych dylematów dietetycznych: masło czy margaryna?

poniedziałek, 18 listopada 2013

18 XI 1913, wtorek, Kurjer Poznański: lat sto - zmian zero


Dzisiejsza lektura „Kuriera Poznańskiego” natchnęła nas refleksją, którą można by streścić: sto lat i nic się nie zmienia. Dział z przyrody i techniki został w całości poświęcony opisowi kolei podziemnych. Na przykład taki opis:
Na stacjach, zwłaszcza tych, gdzie krzyżuje się kilka linji, leżących na różnych poziomach, pasażer przy przesiadaniu musi wędrować nieraz po kilkaset metrów ciasnemi kurytarzami, wchodzić i schodzić schodami, zanim dostanie się na peron, z którego ma dalej jechać. Powoduje to niemałą stratę czasu, a nawet dla ludzi słabszych jest męczące.
Do dziś nie dotarliśmy do nowego, różowym donutem zdobionego Poznań City Center. Poniekąd z powyższej przyczyny. Ale co my tam wiemy, żyjąc w roku 1913?

* * *

Podobnie w drugą stronę – mamy coś dla wyznawców zasady, że lepiej już było, a trawestując szlagier kabaretu Tey, to najlepiej nam było przed wojną. Najlepiej pierwszą, za cesarza Wilusia, bo był porzundek. Chyba wcale nie było, bo wiadomości takie jak ta pod wymownym tytułem „Wstrętna scena” pojawiały się w prasie w 1913 roku regularnie.


* * *

Na koniec reklama. Kolejny wynalazek, który znamy i dziś – woda kolońska. Klasyczne pachnidło w 1913 roku miało dorobioną „ideologię”, czyli że niby woda kolońska miałaby korzystnie wpływać na zużyte powietrze, a tym samym wspomagać chorych. Czyli typowy reklamowy kit. Tu też nic się nie zmieniło.

18 XI 1913, wtorek, Dziennik Poznański: głos kobiet i ryb, Prof. T'Alent A.D. 1913 oraz nowe-stare mosty


"Dziennik Poznański" znów pisze o kobietach. Sufrażystki narobiły sporo szumu i zwróciły uwagę na równouprawnienie pań. Można odnieść wrażenie, że sto lat temu nawet osoby życzliwe sprawie wyrażały się co nieco dziwnie. Słynny pisarz Bernard Shaw w swym odczycie był łaskaw wyrazić się, że „kobieta-artystka musi się ofiarowywać w dzisiejszych smutnych czasach tak, jak ryba jest ofiarowywana przez handlarzy ryb.” Co gorsza, „może przyjść chwila, kiedy nikt nie będzie chciał kupić ryby. Aby uniknąć tej katastrofy, kobieta-artystka powinna kształcić swój talent do najwyższego stopnia, aby módz zastąpić rybę, kiedy tej jest mało” (pisownia oryginalna).
„Panie macie tę przewagę nad rybą, że możecie być jedzone jeszcze raz i jeszcze raz znowu”, konkluduje Shaw. Hm...



* * *

W dziale techniki genialny francuski wynalazek geoplan, czyli pojazd do podróżowania w głąb ziemi. Lekturę pozostawimy Wam. Nie mamy pojęcia jak to cudo wyglądało, ale gdzieś już o takim wehikule słyszeliśmy...


* * *


No i mamy kolejną okrągłą rocznicę. Równo sto lat temu oddano do użytku most śródecki. Przeprawa w tym miejscu istniała już w średniowieczu. Do XIX wieku most był drewniany. Po kilku śmiałych projektach, zakładających między innymi możliwość hydraulicznego unoszenia budowli, oddano do użytku w 1905 roku kratownicową konstrukcję, która jednak zawierała błędy. (Prusacy oddali do użytku taki most? Nie może być!) Dlatego też w 1913 roku zdecydowano się na remont, a właściwie przebudowę mostu. Oddano go z niewielkimi opóźnieniami w połowie listopada tego samego roku.
Późniejsza historia mostu jest dość burzliwa. W 1939 roku został wysadzony przez wycofującą się polską armię. Po wojnie został odbudowany, jednak w prowizorycznej drewnianej formie. Jak to bywa z prowizorkami, okazała się wyjątkowo trwała. Przetrwała do 1969 roku, gdy most zlikwidowano w związku z przebudową systemu komunikacyjnego miasta. Jego brak przyczynił się do degradacji Śródki...
Przeprawa wróciła w 2007 roku. Co więcej, można powiedzieć, że historia zatoczyła koło, bo do budowy nowego-starego mostu wykorzystano zabytkowe przęsło Mostu Św. Rocha, które oddano do użytku także w 1913 roku.

sobota, 16 listopada 2013

16 XI 1913, niedziela, Postęp: skopowina robi hał-hał, poradnik dla kulturalnych samobójców, błyski z Marsa i ubaw


„Kurjer” dziś pisał o oszukanych, bo napompowanych wodą gęsiach. Tymczasem w postępie znajdziemy opis jeszcze zuchwalszego, ba!, zgoła bezczelnego oszustwa gastronomicznego. Otóż pewien bydgoski rzeźnik sprzedawał restauratorom mięso z psa, utrzymując, że to pierwszej klasy skopowina. Nie wiecie co to skopowina? W gwarze wielkopolskiej jest to po prostu baranina.

W tejże samej Bydgoszczy mamy przykład wzorcowego samobójstwa. Delikwent poszedł nad rzekę, się rozebrał, zwinął schludnie rzeczy, opatrzył kartką z nazwiskiem, adresem i adnotacją, że przybył odebrać sobie życie, po czym się utopił. Co więcej, oszczędził zachodu z pogrzebem, zwłok bowiem nie odnaleziono.

Trochę żałujemy, że już nie ma takich poważnych dywagacji na temat życia na Marsie. To znaczy może i coś tam jest, ale co najwyżej jakieś pseudo-glony... A tymczasem w 1913 roku wielu poważnych astronomów dostrzegało sygnały świetlne nadawane z „Czerwonej planety”.

To może na koniec fraszka i dowcipas z „Biesiady”, niedzielnego dodatku do „Postępu”. Rozbraja nas poczucie humoru sprzed stu lat. Z drugiej strony jest tak samo śmieszne, jak „Kabareton” w Opolu, czyli wcale.

16 XI 1913, niedziela, Kurjer Poznański: koziołki pruskie, triumf nowoczesności, autoserwis i gęsia hydrozagadka


Dziś sporo interesujących informacji w „Kurjerze”. Po pierwsze, ciągnie się sprawa koziołków, którą śledzimy od samego początku. Robi się coraz bardziej politycznie. Na początku pomalowane na biało-czerwono koziołki były manifestacją polską. Tymczasem dziś się dowiadujemy, że mechaniczne kozły są „figlem prusko-niemieckim”. Hm...

W Nicei autobus zderzył się pociągiem i to elektrycznym! Zdarzenie dramatyczne, ale doprawdy będące apogeum nowoczesności.

Zainteresował nas również anons Antoniego Ambroszkiewicza, który to przy Strzeleckiej miał warsztat automobilowy. Zastanawialiście ile w Poznaniu w roku 1913 mogło być samochodów? Czy było ich dostatecznie wiele, by dziatki pana Ambroszkiewicza nie głodowały?
Dzięki "Statystycznej karcie historii Poznania" (20080 wiemy, że w 1915 roku wśród 161 dorożek było 8 samochodów. Niestety nie udało nam się dotrzeć do danych dotyczących aut prywatnych i pełniących inne zadania, niż dorożki, tudzież taksówki. Znacznie później, bo w 1924 roku po poznańskich ulicach przemieszczały się dokładnie 1403 automobile osobowe. Liczba ta z każdym rokiem wzrastała o kilkadziesiąt procent! Niestety ekstrapolacja wsteczna nie ma tu za bardzo sensu... Mamy jednak nadzieję, że z czasem dowiemy się co nieco z prasy lokalnej, a pan Antoni nie okażę się protoplastą „typowego Mirka”.

O tym, że sto lat temu cwaniaków nie brakowało dowodzi doniesienie o gęsiach pompowanych wodą. Współczujemy zarówno ptactwu, jak i oszukanym paniom domu.

piątek, 15 listopada 2013

Inwestycje 1913: Dworzec Cesarski (Kaiserbahnhof)

Ponieważ zbliża się koniec roku chcielibyśmy urozmaicić nasz przegląd prasy informacjami o inwestycjach, które powstały w 1913 roku, a wiele z nich jest obecnych w poznańskim krajobrazie sto lat później. Właśnie w 1913 roku swej pełnej, widocznej dziś formy doczekał się Dworzec Cesarski. Jego początki były skromne. Choć przeznaczony był dla koronowej głowy, w 1902 roku był ledwie peronem. Pięć lat później dobudowano niewielki pawilon z salonem dla jego wysokości oraz toaletą, do której, zgodnie z przysłowiem, chadzał piechotą. W końcu w 1913 roku dobudowano charakterystyczne stylowe zadaszenie dworca. W 1918 witano tam Ignacego Paderewskiego. Dziś jest to Dworzec Letni. Dlaczego? Bo przez lata właśnie stąd odjeżdżały pociągi do Puszczykowa, Promna czy Osowej Góry, czyli do ulubionych poznańskich miejscowości letniskowych.

czwartek, 14 listopada 2013

Kurjer Poznański, piątek, 14 XI 1913

"Kurjer" zastanawia się nad losem Oscara Wilde'a. Choć zmarł w 1900 roku, odsiedziawszy wcześniej wyrok za homoseksualizm, to ponoć był widziany we Florencji. Niewątpliwie ta barwna postać zasłużyła na miano protoplasty Elvisa, który oczywiście żyje w ukryciu do dziś. Tak jak Wilde w 1913 roku. Przy okazji, macie telefon? Jeśli tak, to sto lat temu bylibyście tym jednym na 126 mieszkańców Europy, który posiada taki wynalazek. Na całym kontynencie było nieco ponad 3 miliony telefonów. Ile z tego było Nokii? Wiemy, że na pewno istniał Ericsson.
Mamy też sprostowanie dotyczące samobójstwa na Wildzie. Młodzian nie miał 20, a 18 lat. Wbrew pogłoskom panna bukiet przyjęła, a nawet poezję. Pomimo to na imieniny nie zaprosiła, więc kawaler się zabij, którego to faktu niestety nie da się sprostować.

Poznań 100 lat temu na Facebooku

Poznań 100 lat temu działa i ma się dobrze. Zapraszamy na Facebooka:  www.facebook.com/poznan100lat